Wiedźmińskie

Siedliszcze

Zamach na słowiańską duszę Geralta, czyli obawy o serial Netflixa

Zamach na słowiańską duszę Geralta, czyli obawy o serial Netflixa

Od momentu, gdy Tomasz Bagiński i Netflix zapowiedzieli wyprodukowanie serialu o Wiedźminie, zdążyło namnożyć się sporo obaw związanych z wiernym przeniesieniem literackiego pierwowzoru na mały ekran. Niektórym z nich postanowiłem się przyjrzeć i przekonać się, czy są one rzeczywiście uzasadnione.

Wiadomość o wiedźmińskiej produkcji od Netflixa dla większości fanów była długo wyczekiwanym darem. W końcu stacja telewizyjna światowego formatu zabierze się za zrealizowanie historii Geralta w formacie wieloodcinkowego serialu. Obok wielkiej radości w niektórych głowach zaczęły jednak rodzić się obawy. Czy zagraniczna stacja zdoła uchwycić esencję wiedźmińskiej Sagi i przedstawić ją nam bez większych odchyleń? Czy będzie potrafiła zrozumieć polskie, czy też słowiańskie realia uniwersum stworzonego przez Andrzeja Sapkowskiego? A może zechce przemycić do nowej produkcji poprawność polityczną? Prawdziwy wysyp lęków i nieufności można było zaobserwować między innymi nie tak dawno na Twitterze Lauren S. Hissrich, która opublikowała kilka zdjęć z wstępnych prac nad scenariuszem serialu. Występowały choćby komentarze o tym jak płeć głównej scenarzystki może negatywnie wpłynąć na przedstawienie quasi-średniowiecznych realiów świata przedstawionego.

W mojej ocenie problem „obdarcia” Wiedźmina z słowiańskiej skóry został przez niektórych dość wyolbrzymiony. Zacznijmy od samego sedna i przyjrzyjmy się ile rzeczywiście słowiańszczyzny drzemie w książkowym oryginale. O ile bowiem w grach, a zwłaszcza w jedynce i trójce, nasz rodzimy etos kulturowy był chętnie i intensywnie prezentowany, o tyle u Andrzeja Sapkowskiego nawiązań tych nie ma tak dużo, jak można by się było spodziewać. Owa szeroko pojmowana swojskość płynie zapewne głównie z języka, którym posługuje się Mistrz. A posługuje się nim z niezwykłą, wręcz rzadko spotykaną swadą i barwną stylizacją, wykorzystując przy tym najszersze meandry języka polskiego. Przełożenie niektórych fragmentów na język angielski z zachowaniem pełnego sensu wypowiedzi byłoby chyba niemożliwe. I to jest według mnie jeden z poważniejszych problemów jaki może dotknąć tożsamość Wiedźmina.

wiedzmin-1-003

Pozostałych elementów budujących słowiański klimat nie jest jednak tak znowu wiele, a przynajmniej w porównaniu do treści występujących w grach. Mamy co prawda bazyliszki, topielce, kozojedy, diaboły, wieśniaków z Krańca Świata i inne znane nam twory, ale nie należy również zapominać o naleciałościach z innych kultur, których jest równie wiele, a zaryzykowałbym tezę, że czasami może nawet więcej. Przeważająca ilość opowiadań ze zbiorów „Ostatnie życzenie” i „Miecz przeznaczenia” to w końcu zmodyfikowane baśnie braci Grimm, czy Christiana Andersena. Co więcej ogrom imion bohaterów i postaci nie brzmi jakoś specjalnie swojsko. Choćby nasz wiedźmin nosi nieco zmienioną formę germańskiego imienia Gerald (z którym zresztą go od czasu do czasu mylono). Sama profesja wiedźmina została natomiast prawdopodobnie zainspirowana polskimi przekazami o kościelnych i znachorach trudniących się przeganianiem i zwalczaniem upiorów.

Prawdziwą mieszankę kultur można zauważyć na przykładzie struktury rasowej Wiedźminlandu. Obok wywodzących się z nordyckich wierzeń krasnoludów żyją germańskie elfy. W lasach kryją się za to pochodzące z starożytnej Grecji driady i słowiańskie rusałki. Nie brakuje także swojskich wąpierzy, czy znów to greckich jednorożców. Pod hellenistyczne wpływy można podpiąć także motyw przeznaczenia, który często pojawiał się u Sofoklesa i Homera, a także postać wieszczki Itliny.

Dodatkowo przez Sagę często i gęsto przewijają się wywodzące się z zachodniego kręgu cywilizacyjnego legendy arturiańskie. Sam Geralt może być utożsamiany z Percivalem, który mimo rycerskiego pochodzenia dorastał w lesie pod okiem matki. Ponieważ cechowała go niezwykła odwaga i waleczność, postanowił (mimo sprzeciwu rodzicielki) stać się jednym z rycerzy Okrągłego Stołu, co też zresztą później zrobił. Chowany w prostych warunkach Percival czuł się jednak na dworze króla Artura wyobcowany i nieswojo. Brzmi znajomo?

Jednym z większych podobieństw jest także poszukiwanie przez Percivala Świętego Graala, którym w Sadze jest najpewniej Ciri. Warto też nadmienić, że w niektórych wersjach podań Percival po znalezieniu Graala umiera i trafia do Avalonu, zwanego Wyspą Jabłek, tudzież Jabłoni. W jeszcze innych wersjach mitu rola rycerza w odnalezieniu Graala zmniejsza się na rzecz niejakiego Galahada. Jak na dłoni widać tu czym inspirowane było zakończenie „Pani Jeziora”. A jak już przy niej jesteśmy, to sama Nimue i Król Rybak również są bezpośrednimi odwołaniami do legend arturiańskich.

novigrad-stosy

O właściwie zrozumienie zawartego w książkach pierwiastka „Lecha” nie musimy się więc aż tak martwić, zwłaszcza, że grono twórców serialu zasila Tomasz Bagiński oraz Andrzej Sapkowski w roli konsultanta kreatywnego. Zresztą producenci zza oceanu również przejawiają znajomość tematu, o czym dali nam znać już parę razy poprzez media społecznościowe.

A co z tak zwanym problemem multikulti i poprawności politycznej, której ostatnimi czasy w sferze kultury jest jakby za dużo? Osobiście nie chce mi się wierzyć, żeby scenarzyści na siłę wpychali nam czarnego Geralta, czy homoseksualnego Zoltana. Po pierwsze, uważam to za absurdalne, zwłaszcza w świetle ostatnich przesłanek, które karzą nam sądzić, że ekipa odpowiedzialna za serial zdecydowana jest możliwie wiernie przenieść słowo pisane na ekran i nie zamierza „rozcieńczać” pierwowzoru. Po drugie, CD Projekt RED udowodnił, że można stworzyć przeznaczoną na światowy rynek grę, która ma własną kulturową tożsamość i nie boi się nie iść za stadem. Były co prawda nikłe głosy oburzenia co poniektórych osób, ale zagłuszyła je chyba lawina nagród, która obsypała Wiedźmina 3.

I po trzecie …. po co? Przecież nawet jeśli ktoś zechce uwypuklić lewicową ideologię, to nie musi silić się na żadne zmiany względem oryginału. Same książki dostarczają odpowiednio dużo materiału w tym kontekście. Robią to na dodatek odpowiednio subtelnie i sprawiedliwie. Główny bohater to w końcu wykluczony przez społeczeństwo sceptyk-ateista, który w tym ogarniętym pogardą świecie uosabia pewnego rodzaju głos rozsądku (choć momentami to on sam go potrzebuje). Otacza się silnymi kobietami oraz nieludźmi, których często broni przed drastycznymi formami uprzedzeń. Jakby było tego mało to swoją przybraną córkę uczy zabijania i radzenia sobie w nieprzyjaźnie nastawionym do niej świecie. Sama Ciri przejawia za to skłonności biseksualne, o czym nie raz mogliśmy się przekonać.

Przez całą Sagę przewija się także problem rasizmu, wojny, zarazy, głodu, uchodźców oraz wojujących magią feministek, którym ambicja uderzyła do głowy. Gdzieniegdzie padają również dość liberalnie nacechowane wzmianki o aborcji, czy religii. Oczywiście świat Wiedźmina mimo wszystko inspirowany jest średniowieczem, a więc tło wydarzeń winno przejawiać charakterystyczny dla tego okresu konserwatyzm, a niekiedy także zacofanie. I tak rzeczywiście jest, lecz tło te kontrastuje z poglądami wysuniętych na pierwszy plan bohaterów, którzy w naszych „mrocznych wiekach” uchodziliby pewnie za osoby wielce wyzwolone.

Mam tylko nadzieję, że wszystkie te aspekty zostaną odpowiednio dojrzale przedstawione i nikt nie będzie narzucał mi swoich racji. To zresztą gryzłoby się z tym co właściwie definiuje cały wiedźmiński cykl – pojęciem dobra i zła. Niech scenarzyści zadbają, by granice pomiędzy nimi były odpowiednio zatarte, a świat skąpany był w odcieniach szarości. Wtedy będę w miarę spokojny o produkcję. Swoją drogą serial jest jeszcze na dość wczesnym etapie tworzenia i wysuwanie zbyt daleko idących wniosków byłoby niepotrzebnym burzeniem wody. Myślę więc, że warto poczekać na dalsze przesłanki i trzymać kciuki za produkcję. Ale w międzyczasie podzielcie się z nami własnym zdaniem na ten temat.