Wiedźmińskie

Siedliszcze

Wiedźmini

Wiedźmini

Włóczą się po kraju, natrętni i bezczelni, sami mianujący się złego tropicielami, wilkołaków pogromcami i upiorów tępicielami, łatwowiernym wydzierając zapłatę, po którym to niecnym zarobku ruszają dalej, by w najbliższym miejscu podobnego szalbierstwa domierzyli. Najłatwiejszy przystęp znajdują oni do chaty uczciwego, prostego i nieświadomego włościanina, który wszelkie nieszczęścia i złe przypadki łacno przypisuje czarom, nienaturalnym stworom i potworom, działaniu płanetnika albo złego ducha. Miast do bogów się modlić, miast do Świątyni bogatą zanieść ofiarę, prostak taki podłemu wiedźminowi gotów oddać grosz ostatni, wierząc, iż wiedźmin, ów odmieniec bezbożny, zdoła dolę jego odwrócić i nieszczęściom zapobiec.

Anonim, Monstrum, albo Wiedźmina opisanie

Złe złego początki

Zawód wiedźmina można uznać za jeden z najstarszych zawodów świata. Określenie to w odniesieniu do kobiecej profesji ma pejoratywny wydźwięk i nie inaczej jest w przypadku pogromców potworów. Koniunkcja Sfer przyniosła na świat nie tylko ludzi, elfy, czy krasnoludy, ale też drapieżniki, dla których wymienione rasy stanowią podstawę jadłospisu. Magia, która wówczas powstała, przyczyniła się do zrodzenia potworów, o których opowieści jeżyły włos na głowie zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Ludzie próbowali przeróżnych środków, by ochronić się przed monstrami, które porywały bydło, straszyły w nocy, czy kradły dziewictwo młodym dziewczynom. Sposoby te były bardziej i mniej skuteczne. Do pierwszej kategorii można zaliczyć sypanie soli przed progiem domu, a do drugiej wypychanie siarką owcy. Ludzie potrzebowali obrońców, którzy bez zawahania staną oko w oko z potworem i uratują bydło przed gryfem, a dziewki przed chutliwym wąpierzem. I właśnie w tym celu powołano do życia cech wiedźminów.

O tym, jak wiedźmini szukali kadetów wie każdy. Tymi opowieściami straszy się nieposłuszne dzieci jednocześnie wpajając im lęk i nienawiść do zabójców potworów od maleńkości. Członkowie cechu nie zaprzeczają, że porywali młodych chłopców z gościńców i niejednokrotnie korzystali z Prawa Niespodzianki. Lecz nie zabierali byle młokosa, chłopak musiał być silny i zdrowy, by mieć szansę na przeżycie morderczego treningu i Próby Traw. Często zbierali po gościńcach sieroty, największe żniwo było oczywiście po wojnach. Tym samym dawali im szansę na lepszą przyszłość. Lub szybszy zgon.

Wiedźmini

Próba Traw

Trenowanie kandydatów szkoły Wilka miało miejsce w Kaer Morhen. To właśnie tam, w Warowni Starego Morza opracowano mutacje i cykl szkoleniowy, które, o ile nie zakończone śmiercią adepta, prowadziły do stworzenia idealnej maszyny do zabijania potworów. Nie wiadomo dokładnie, kto stał za recepturami i całym magicznym zapleczem tego przedsięwzięcia, ale bez wątpienia byli w to zaangażowani czarodzieje.

Początek przemiany był dość niewinny – dieta obfitująca w jaskiniowe grzyby i wywary z ziół, które miały jedynie wpływ na metabolizm i przyspieszenie rozwoju fizycznego. Ten etap nosił nazwę Wybór i obejmował również morderczy trening. Wydawać by się mogło, że pierwsze stadium nie powinno być inwazyjne i zbyt mocno ingerować w zdrowie kandydata. Jednak rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Już w tym momencie niektórym chłopcom wysiadała wątroba i serce, a co u poniektórych pojawiały się również zaburzenia psychiczne, takie jak niekontrolowane napady agresji, czy depresja.

Wybór był przygotowaniem do kolejnej fazy, (nie)sławnej Próby Traw, o której każdy z wiedźminów wolałby zapomnieć. Ten etap przemian zabija najwięcej adeptów. Statystyki mówią same za siebie – przeżywa czterech na dziesięciu chłopców. Podczas tej ostrej selekcji podawano mutageny, które wpływają na metabolizm niczym Nilfgaard na Cintrę w 1263 roku – bardzo inwazyjnie. Proces wymagał odpowiedniego wyposażenia, specjalnych składników pozyskanych z potworów, rzadkich ziół oraz czuwającego nad przemianami czarodzieja, gdyż całość wpływała na system nerwowy kadeta. Efektami ubocznymi były krwotoki, gorączka, wymioty, a celem – nieosiągalny dla zwykłych ludzi refleks.

Na tych, którzy przeżyli Próbę Traw czekał jeszcze jeden, ostatni już etap – Zmiany. Kandydat otrzymywał kolejne mutageny i mikstury, które ponownie powodowały gorączkę, ból i zwracanie zawartości żołądka obiema stronami. U niektórych adeptów pojawiały się zaburzenia w postaci białych włosów lub czerwonych niteczek na białku oka.

Efekty mutacji

Mutacjom podlegają oczy, dzięki czemu wiedźmini widzą w ciemności i nie są oślepieni jasnym światłem, czy rozbłyskiem. Wpływają one również na metabolizm, co z kolei rzutuje na szybkość gojenia się ran, uodpornienie się na działanie większości trucizn, jadów i immunitet na choroby. Dotyczy to również zwiększonej odporności na alkohol – upicie się zajmuje naprawdę dużo czasu, ale za to kac trwa krócej. Przyspieszony refleks, regulacja tętna, wyczulony słuch, wysoka odporność na ból – to i tak nie wszystkie efekty mutacji. Ponadto wiedźmini starzeją się znacznie wolniej od zwykłych ludzi. Nie wiadomo jakiego wieku dożył najstarszy z zabójców potworów. Wiadomo jednak, że żaden wiedźmin nie dożył końca swoich dni we własnym łóżku. Przeżycie wszystkich etapów szkolenia sprawia, że kandydat staje się prawdziwym zabójcą potworów, ale ceną są bezpłodność i masa złych wspomnień.

Co zaś tyczy się zmian w psychice – w tej kwestii po Kontynencie krąży tyle półprawd i domysłów, co w przypadku zamachu na Dijkstrę i jego ucieczki przed skrytobójcami. Prawdą jest, że wiedźmini są poddawani szkoleniu i zmianom, by umieć zapanować nad emocjami, ale nie by je zabić. Wbrew powszechnej opinii nadal odczuwają strach, co pomaga w zachowaniu skupienia i uwagi. Takich, co twierdzili, że się nie boją można znaleźć w jednym miejscu – na cmentarzu. Wiedźmini od dziecka są przystosowywani i przygotowywani na widok rozwleczonych flaków, poszarpanych i rozczłonkowanych ciał, toteż nie powinna dziwić ich obojętność na tego typu malownicze krajobrazy. Są zdolni do współczucia i litości, ale złość i chęć zemsty nie mogą na nich wpływać, bo owocuje to dekoncentracją na polu walki, co z kolei jest prostą drogą na żalnik.

Wiedźmini

Szkolenie fizyczne

Trening fizyczny to podstawowy element cyklu szkoleniowego. Młodzi kandydaci na wiedźminów każdego dnia musieli pokonać długi dystans na szlaku pełnym przeszkód. W Kaer Morhen kadeci nadali mu nawet niezwykle malowniczą i wpadającą w ucho nazwę – Mordownia. Nazwa nie tylko podkreśla ogrom wysiłku, jaki musieli włożyć adepci do ukończenia biegu, ale również wskazuje na to, że niejeden chłopak skręcił tam kark. Złamania, zwichnięcia i siniaki to chleb powszedni. Codzienna przebieżka po tej nieludzko wyczerpującej ścieżce poprawiała wytrzymałość, uczyła kontroli oddechu, refleksu i wyrobienia zmysłu równowagi.

Był to jednak jedynie wstęp do kolejnej fazy ćwiczeń, czyli treningu szermierki na cudacznych urządzeniach, które dla pospolitego oka wyglądały jak maszyny tortur wyniesione z podziemi zamku Stygga. Ich nazwy były również niezwykle poetyckie:

  • Grzebień – wysokie słupki, ustawione w pewnej odległości od siebie. Podczas treningu kadet miał zawiązane oczy, w ręku trzymał miecz, uczono go półpiruetów, ataków, odskoków i wykroków. Ćwiczenia na grzebieniu miały na celu wpojenie automatycznych odruchów, tak aby wiedźmin podczas prawdziwej walki nie zastanawiał się nad kolejnym ciosem, co mogłoby kosztować go najwyższą cenę.
  • Wahadło – na samym początku szkolenia kandydaci trenowali z jednym wahadłem, ale w miarę postępu podwieszano kolejne. Adepci ćwiczyli w ten sposób uniki, piruety i arytmiczne ruchy, w końcu walka to nie balet. Unikając wahadeł musieli uderzać w zawieszone worki. Efektem ubocznym były siniaki. Mnóstwo ogromnych, zmieniających kolor jak twarz dzieci na łajbie podczas sztormu, siniaków.
  • Wiatrak – służy do nauki uników i refleksu. Ma przymocowane „łapy”, które się kręcą.

Nauczyciele byli bardzo wymagający i nawet dla najmłodszych, czy najsłabszych nie było taryfy ulgowej. Nie był to jednak dowód na bezwzględność wiedźminów, a przygotowanie młodziaków na nadchodzące zagrożenia. Zarówno ze strony potworów, jak i ludzi. Wpajali im najważniejszą zasadę, że nie ma czegoś takiego jak uczciwa walka. Wiedźmini muszą być gotowi na wszystko.

Znaki

Skuteczność wiedźminów w zabijaniu potworów jest podyktowana nie tylko umiejętnością sprawnego posługiwania się mieczem, ale również korzystaniem ze Znaków. Są to bardzo proste zaklęcia, na które czarodzieje patrzą z politowaniem i lekką pogardą, ale dla pogromców monstrów są wystarczające. Nie wymagają one znajomości skomplikowanych formuł, jedynie skupienia Mocy i wykonania odpowiedniego gestu. Jest to niezwykle istotne podczas walki mając wolną jedną rękę i ani chwili do stracenia. Korzystanie ze Znaków wymaga posiadania medalionu i powinno być wspomagane magicznymi eliksirami, by zwiększyć ich efekt. Fakt, że kadetów zbierano po wioskach, czy pobojowiskach najlepiej świadczy o tym, że do rzucenia wiedźmińskiego zaklęcia nie trzeba było mieć magicznych zdolności. Chociaż istnieją przypadki totalnego beztalencia. Z łajna bicza nie ukręcisz. Do zestawu Znaków należą:

  • Aard – przydatny do ogłuszenia wroga lub wyrzucenia go w powietrze.
  • Aksji – służy do uspokajania zwierząt, ale istnieją również przypadki, gdy wiedźmini używali go na sobie samych.
  • Quen – pole ochronne odbijające pociski, również te magiczne.
  • Yrden – tworzy barierę uniemożliwiającą jej przekroczenie.
  • Igni – służy do podpalenia wrogów lub zalutowania kociołka na wieczerzę.
  • Heliotrop – jego działanie jest podobne do Quen.
  • Somne – wywołuje sen.

Oczywiście magia i szermierka nie wystarczą. Bez teoretycznej wiedzy o potworach i latach praktyki nawet wiedźmin dupa, kiedy wrogów kupa. Musi znać słabości przeciwnika, by móc odpowiednio przygotować się do walki. Jak widać, wiedźmini nie są bezmyślnymi automatami do zabijania. Szkolenie jest długie, bolesne i wymaga zarówno wysiłku fizycznego, jak i umysłowego.

Wiedźmini

Ekwipunek

Najważniejszymi elementami wiedźmińskiego ekwipunku są dwa miecze, srebrny i stalowy. Dlaczego akurat na plecach? Bynajmniej nie dlatego, że ktoś ukradł wiedźminom wiosło. Zapewne jest to kwestia wygody, w końcu większość czasu pogromcy potworów spędzają na Szlaku, w siodle. Poza tym nosić dwa miecze u boku wydaje się być lekko przesadne. Srebrne miecze w rzeczywistości srebrne nie są. Jest to zbyt kruchy metal, by kuć z niego całą klingę. Tak naprawdę to jedynie trzpień klingi i ostrza są posrebrzane, a całość jest wykuta ze stali. Miecz ten jest przeznaczony głównie do walki z istotami magicznymi. Co zaś tyczy się stalowego miecza – nie jest prawdą, że jest on przeznaczony na ludzi. To jedynie kolejny wymysł ciemnoty, by przedstawić cech wiedźminów jako niebezpieczny dla zwykłych ludzi. Owszem, wśród wiedźminów nosi nazwę miecza na durniów, ale tak naprawdę nie wszystkie potwory są wrażliwe na srebro, stąd w ekwipunku niezbędny jest stalowy oręż.

Kolejną istotną częścią rynsztunku pogromców potworów jest medalion. Spełnia on dwojaką rolę. Po pierwsze i najważniejsze posiada on magiczne właściwości. To dzięki niemu wiedźmini są zdolni do rzucania Znaków, ostrzega on przed niebezpieczeństwem i sygnalizuje obecność magicznej aury. Poza tym jest znakiem rozpoznawczym profesji i charakteryzuje cech, do którego należy jego właściciel.

Jak już zostało wspomniane, do zwiększania skuteczności i mocy Znaków stosuje się eliksiry, toteż nie powinno ich zabraknąć w ekwipunku każdego wiedźmina. Zazwyczaj wypija się je przed walką, ale należy zachować w tym umiar. Zatruwają one organizm i o ile zabójcy potworów mają zwiększoną odporność na trucizny, o tyle istnieją pewne granice.

Szkoły

Wedle wielu opowieści istnieje kilka wiedźmińskich szkół, ale co do dwóch wszyscy mieszkańcy Kontynentu mają pewność. Są to cechy Wilka i Kota. Różni ich styl walki i przede wszystkim podejście do profesji pogromcy potworów. Na dodatek nienawidzą się nawzajem jak morowej zarazy. Siedziba Szkoły Wilka nosi nazwę Kaer Morhen, co w Starszej Mowie oznacza Warownię Starego Morza. Została ona zniszczona przez fanatyczny, pogrążony w ciemnocie motłoch, na którego czele stali czarodzieje podburzający do rebelii. Jednak nie straty materialne były największe i najbardziej bolesne, a wymordowanie nauczycieli, a co najgorsze uczniów. Jak dostać się do Siedliszcza? Ta tajemna wiedza jest przeznaczona dla wybrańców, którzy zasłużyli na zaufanie i szacunek wiedźminów ze Szkoły Wilka.

Co zaś dotyczy Szkoły Kota, to dla rezydentów Kaer Morhen jest to dosyć drażliwy temat. Przedstawiciele tego cechu to nieudani wiedźmini. Fakt, że byli to lubujący się w zabijaniu psychopaci może się wiązać z tragicznym przebiegiem Próby Traw. O ile wiedźmini ze Szkoły Wilka przyjmowali wyłącznie zlecenia na potwory, to Koty stały się w rzeczywistości najemnikami. Nabyte podczas szkolenia umiejętności chętnie wykorzystywali w szpiegowaniu, czy nawet płatnych morderstwach. Nie ma co ukrywać, stara ludowa mądrość żyć jak pies z kotem jest doskonałym odzwierciedleniem relacji tych dwóch cechów. Kłamstwem jednak byłoby powiedzieć, że wyszkoleni w Kaer Morhen zabójcy potworów byli niewinni w kwestii mordowania ludzi z zimną krwią. Geralt z Rivii otrzymał przydomek Rzeźnik z Blaviken nie z powodu ubijania wieprzków tasakiem. Bynajmniej. To również on odpowiada za śmierć Profesora i jego kamratów, czy braci Micheletów. Ale ziemia im lekką nie będzie, to na pewno.Wiedźmini

Szlak i odbiór przez społeczeństwo

Wraz z roztopem śniegów na traktach, wiedźmini wyruszają na Szlak w poszukiwaniu zleceń. Czasem są one przywieszone na przydrożnym drzewie, czy słupie, ale często trzeba pytać w karczmach, czy u wójtów. Właśnie podczas tego typu poszukiwań, wiedźmini są wystawieni na ludzką nienawiść. Zamykanie okiennic, chowanie dzieciaków, przekleństwa, rzucanie kamieniami i łajnem są na porządku dziennym. Co w istocie jest ironią samą w sobie, bo w końcu przyjeżdżają w celu zabicia potwora, który być może zagraża wiosce. Ale nie zrobią tego za darmo. Kwestia ceny to kolejny niewdzięczny aspekt tej profesji. Narażenie życia i nadstawianie karku za ludzi, którzy Tobą gardzą powinno być warte znacznie więcej. Tym bardziej, że wiedźmini nie biorą pieniędzy z góry. Dlatego też niejednokrotnie miała miejsce sytuacja, gdy po wykonaniu zlecenia, zleceniodawca odmówił zapłaty.

W tym miejscu koniecznie trzeba wspomnieć o znanej wszem i wobec wiedźmińskiej neutralności. Nie do końca jest to prawdą, szczególnie gdy zrozumie się właściwe znaczenie tego słowa. Być neutralnym to nie znaczy być obojętnym i nieczułym. Nie trzeba zabijać w sobie uczuć. Wystarczy zabić w sobie nienawiść. Ceną takiej neutralności było życie wiedźminów Coëna, który poległ w bitwie pod Brenną i Geralta z Rivii przebitego na wskroś widłami podczas pogromu rivijskiego. Pogromcy potworów niejednokrotnie okazywali się bardziej ludzcy od samych ludzi, a na drodze spotykali takich, którzy byli gorsi od monstrów, na które polowali.

Bardzo rzadko można spotkać przyjazne twarze, które zaproszą do izby i zaproponują strawę. Wówczas należy zapamiętać, że kolejnego roku warto w takie miejsce wrócić. Zupełnie inne podejście, znacznie bardziej cywilizowane mają mieszkańcy miast. Ba, nawet królowie nie mają nic przeciwko wiedźminom, o ile ci płacą podatki. Dlaczego ludzie tak bardzo nienawidzą wiedźminów? Bo są mutantami? Wyglądają inaczej? Powodów jest wiele, ale najsolidniejszym z nich jest ten, że są żywym przykładem na to, że ludzie nie są panami świata. Gdzieś w ciemnościach czają się stwory, które w okamgnieniu mogą pozbawić ich całego dorobku, nawet życia, a oni sami nie są w stanie sobie z tym poradzić.

 


Fanarty:

  1. https://www.artstation.com/artwork/a1nAL
  2. https://marcel_g.artstation.com/
  3. http://www.unartifex.com/tag/fanart/
  4. https://www.deviantart.com/mathiaszamecki
  5. https://ivanwithvodka.artstation.com/