Wiedźmińskie

Siedliszcze

Wiedźmin: Pożegnanie Białego Wilka – recenzja fanowskiego dodatku

Pożegnanie Białego Wilka

Modyfikacja Pożegnanie Białego Wilka jest już za mną, w związku z czym chciałbym się z Wami podzielić moimi nieco spóźnionymi wrażeniami. Jeśli jesteście ciekawi, jak prezentuje się nieoficjalny, fanowski epilog historii Geralta, to zapraszam do poniższej recenzji.

Trzeba było pięciu lat, by prace nad Pożegnaniem Białego Wilka dobiegły wreszcie końca. Dla twórców modyfikacji była to nie lada przeprawa. Chcąc bowiem wycisnąć z silnika Wiedźmina 2 ostatnie soki, musieli polegać często na sztuce kombinacji oraz chodzenia na kompromisy. Ostateczny efekt pokazuje jednak, że ich wysiłek się opłacił. Pożegnanie Białego Wilka to bowiem bardzo osobisty i bogaty w nostalgię epilog historii Geralta z Rivii, w którym łączy się ze sobą i zazębia wiele różnych wątków. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, zapraszam do poniższej recenzji

Przygoda od twórców Powrotu Białego Wilka (modyfikacji do pierwszego Wiedźmina) zapowiadana była jako historia wesela Geralta i Yennefer, które stanie się okazją do pożegnania się z nimi oraz z ich przyjaciółmi. Już jednak na pierwszych materiałach promocyjnych można było zauważyć, że ok. siedmiogodzinna przygoda zaobfituje w wątki poboczne oraz retrospekcje, w których wcielimy się w pozostałych bohaterów. Ten rozmach robi wrażenie i jeszcze do niego powrócę.

Nie mieczem, lecz piórem

Trzeba od początku jasno podkreślić, że Pożegnanie Białego Wilka to przygoda stojąca przede wszystkim rozmowami. Kanwą dla podstawowego wątku scenariusza było niekanoniczne opowiadanie „Coś się kończy, coś się zaczyna”. Twórcy zresztą się z tym nie kryją, bo zapożyczyli wprost z niego sporo wątków, postaci oraz dialogów. Jako, że głównym zamysłem przygody jest pożegnanie, a listę gości sporządzał Jaskier, to na uroczystości weselne zjedzie znaczne grono osób. Twórcy w tym względzie postanowili nam zdecydowanie dogodzić, gwarantując przy tym sporą dawkę nostalgii. Spotkamy tu zarówno postacie z książkowego cyklu Andrzeja Sapkowskiego, jak i trylogii gier od Redów.

W oddaniu tych wszystkich bohaterów widać spore serducho do materiału źródłowego. Każdyy z nich musiał w końcu wypaść wiarygodnie w dialogach, które są tu głównym składnikiem narracji. A to wszystko bez aktorów głosowych, którzy są nieocenieni w nadaniu wypowiedzi odpowiedniej emocji i intencji. I mogę powiedzieć, że pomimo tej przeszkody twórcy poradzili sobie z tym zadaniem bardzo dobrze. Bohaterzy brzmią tak jak powinni, czasami jedynie miałem wrażenie, że dana kwestia nie pasuje do konkretnej postaci lub brzmi nieco sztucznie. To jednak, jak już wspomniałem, może być kwestia braku dubbingu lub po prostu własna, odmienna interpretacja.

Sama fabuła dodatku została przyjemnie poprowadzona. Akcenty i emocje są dość równomiernie rozłożone, przez co modyfikacja nie raz dostarczy nam powodów do śmiechu czy nawet wzruszenia. W kontekście tego drugiego, niektórzy mogą powiedzieć, że momentami jak na wiedźmińskie standardy jest  nieco zbyt sielsko czy ckliwie, ale podejrzewam, że tak właśnie miało być. To w końcu ostateczne pożegnanie, nikt nie będzie więc Geraltowi i Yennefer wyliczał szczęścia i czułych słów. Warto również wspomnieć, że przygoda posiada trzy różne zakończenia, które zależą od z pozoru błahej decyzji. Co ciekawe, zostały one napisane w taki sposób, że żadne z nich nie musi się wcale wzajemnie wykluczać. Pogląd ten zależy jednak od tego, jak zinterpretujemy najbardziej „książkowe” zakończenie, które najpewniej wywoła najżywsze dyskusje wśród fanów.

Mój brat niedźwiedź

Mod jednak nie tylko weselem stoi. A tym bardziej nie tylko Geraltem. Twórcy bowiem zgrabnie wpletli w główną opowieść wątki pozostałych postaci. I tym właśnie sposobem wejdziemy m.in. w skórę Eskela, który zawiera na szlaku przyjaźń z wiedźminem cechu Niedźwiedzia czy Ciri, prowadzącą śledztwo w sprawie ginących dzieci we wsi Dunkeld. Historie te wypadają naprawdę ciekawie i pozwalają nam lepiej poznać dane postacie. Co więcej, one także mają różne zakończenia. Inne retrospekcje z kolei wypełniają białe plamy w historii Geralta i Yennefer. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do wątku Letho, który prezentuje się moim zdaniem nieco słabiej, został chyba zbytnio rozciągnięty.

Trzeba jednak wspomnieć, że każda z tych pobocznych historii otrzymała własną, sporą lokację z unikalnym klimatem. Autorzy doskonale wiedzieli, w jakiego typu krajobrazach najlepiej odnajduje się silnik Wiedźmina 2 i znakomicie to wykorzystali. Górska wioska Ban Grim wygląda malowniczo (baśniowo wręcz), a zamglone Dunkeld przywodzi na myśl lovecraftowe Innsmouth (nie na darmo zresztą zadanie nosi nazwę „Widmo nad Dunkeld”). Jest też oczywiście samo Kaer Morhen, które zostało zrekonstruowane ręcznie od zera, co zajęło twórcom ok. 600 godzin. Decyzja o dodaniu śniegu sprawiła natomiast, że Dolina Gwenllech zyskała dodatkowy urok. Nie sposób nie docenić gigantycznego wysiłku, który został włożony w tę przygodę.

W modzie nie brakuje też sporej dawki humoru oraz odniesień do szeroko pojętej kultury. Jak można się domyślać, ich prawdziwą kopalnią jest wieczór kawalerski, w którym przyjdzie nam spróbować trunków z niemal całego Kontynentu. Gwarantuję wam, że niektóre pomysły twórców moda sprawią, że spadniecie z krzesła. Nic więcej nie powiem, żeby niczego nie zdradzić, ale wiedźcie, że wiedźmińska okowita zapewni wam niezapomniane wrażenia. Gratką dla fanów będą również liczne smaczki, dzienniki i listy, które są rozsiane po różnych miejscach na mapie, co dodatkowo zachęca do eksploracji. Naprawdę warto się rozglądać.

Kwestie techniczne

Konieczność stworzenia moda w REDkicie (zestawie narzędzi dla moderów) nałożyła na niego liczne ograniczenia i trudności związane z silnikiem Wiedźmina 2. Autorzy wiele zrobili, by je obejść i w miarę możliwości upodobnić produkcję do poziomu trójki. Wspomnijmy chociażby o scenach przerywnikowych, które w dwójce były raczej dość statyczne. Dzięki odpowiedniej reżyserii dialogów twórcy zdołali jednak sprawić, że ujęcia kamery są bardziej dynamiczne, przez co całość wypada znacznie ciekawiej. A choć zrealizowanie pełnego udźwiękowienia przygody okazało się niemożliwe, to pobrzmiewające w tle utwory z wiedźmińskiej trylogii czy słuchowisk od Fonopolis odpowiednio podkreślają atmosferę wydarzeń na ekranie.

Co zaś do samej rozgrywki, to choć główne danie stanowią rozmowy z postaciami, to od czasu do czasu sięgniemy również po wiedźmiński miecz.  Względem Wiedźmina 2 w walce nie zmieniło się naturalnie zbyt wiele, chociaż zamiast turlania mamy teraz piruety z moda FCR2 autorstwa Andrzeja ‚Flasha’ Kwiatkowskiego. Twórcy zdołali także wprowadzić kilka innych nowości, jak np. śledztwa z wykorzystaniem „wiedźmińskich zmysłów” czy system celowania stworzony na potrzeby bitwy na śnieżki. To małe rzeczy, ale miło urozmaicają gameplay.

Progres względem drugiej części gry najprościej jednak wskazać na przykładzie oprawy graficznej, zmiany bowiem można tu dostrzec gołym okiem. Widać, że autorzy moda poświęcili wiele czasu na dopracowanie kwestii oświetlenia, które wzmaga wrażenie głębi obrazu. Wystarczy obejrzeć film porównujący jakość grafiki z roku 2018 i 2020, by zobaczyć, jak wiele się w tym aspekcie zmieniło. Jak zresztą podkreślili sami twórcy – z podstawowej oprawy Wiedźmina 2 zostało niewiele, co można odczuć także na wyższych wymaganiach sprzętowych.

Coś się kończy, coś się zaczyna

Podsumowując, Pożegnanie Białego Wilka to wdzięczny ukłon oddany przez twórców w stronę uniwersum oraz jego fanów. Ogrom włożonego w niego serca, pracy i czasu robi wrażenie. To naprawdę udane pożegnanie z Wiedźminem, którego myślę, że brakowało dość dużej grupie fanów. A ponieważ jest to nieoficjalna przygoda, twórcy mogli pozwolić sobie na nieco więcej w zakresie opowiadanej historii. W grach Redów pewnie nieprędko znów ujrzymy siwy łeb Geralta, więc ten mod to świetna okazja, by spędzić z nim (oraz jego kompanami) jeszcze trochę czasu. Oczywiście nadal można przejść po raz kolejny trylogię od CD Projekt Red, no ale wiecie-rozumiecie… Na koniec chciałbym podziękować twórcom przygody za ich trud włożony w ożywienie wiedźmińskiego tematu.

Ocena: Przeraza/10

PLUSY:

+ niezwykły rozmach i przywiązanie do detali

+ fanserwis w najlepszym wydaniu oraz spory zastrzyk nostalgii

+ urokliwe, klimatyczne lokacje

+ ciekawe historie poboczne

+ godny epilog historii Geralta, Yennefer i Ciri

MINUSY:

– czasami nieco nierówne dialogi

– brak Talara, krasnoluda-kowala z Podgrodzia, Pucybuta z Wyzimy Klasztornej…