Wiedźmińskie

Siedliszcze

Wiedźmin 3: Dziki Gon – pierwsze wrażenia

wiedzmin-3-dziki-gon-014

Od premiery trzeciej części komputerowych przygód Białego Wilka minął już tydzień, przez który zdążyliśmy trochę ograć mega produkcję znad Wisły. Zapraszamy do zapoznania się z naszymi pierwszymi wrażeniami z Wiedźmina 3. Miłej lektury!

 

Regis

Po czterech latach wyczekiwania na Wiedźmina 3 jako polską produkcję wszechczasów moja poprzeczka oczekiwań względem Dzikiego Gonu była zawieszona bardzo wysoko. 19 maja wstałem o wczesnym poranku, zjadłem banana, pobiegałem, porozciągałem się, wziąłem prysznic, pochłonąłem śniadanie i w końcu około ósmej rano usiadłem przy biurku. Stał na nim kubek z pięknie kwitnącym pączkiem bzu, którego zapach roznosił się po pokoju. Mając jeszcze po bieganiu wyostrzone zmysły i będąc przesiąknięty zapachem lasu zacząłem swoją przygodę z Wiedźminem 3. Już od pierwszych chwil gry rozgrywających się w Kaer Morhen wręcz przeszywało mnie poczucie, że nowe dziecko CD Projektu, to istna legenda, będącą zarazem duchowym spadkobiercą pierwszej części komputerowych przygód Białego Wilka. Prawdziwe arcydzieło moi mili.

W Wiedźminie 3 spędziłem już 13 godzin, choć osobiście to maksymalnie osiem, ponieważ aż czterokrotnie przechodziłem początek, aby pokazać produkcję REDów rodzicom i przyjaciołom. To jest właśnie ta esencja świadcząca o jakości trzeciego Wiesia, ponieważ na pewno nie zaprezentowałbym gry osobom, które cenie, a które samemu w gry nie grają. Cieszę się, bardzo się cieszę, że nie tylko mi, ale również im, spodobał się Dziki Gon.

Przechodząc już do konkretniejszych wrażeń, zacznę od fabuły – co prawda przez te kilka godzin tylko delikatnie jej posmakowałem, jednak przedstawiona historia tak mnie wciągnęła, że przeżywając ją dosłownie spijałem każde słowo z ust bohaterów. Oczywiście to w dużej mierze również zasługa „bagażu”, który wyniosłem z wiedźmińskich książek oraz dwóch wcześniejszych części gry. Klimat najpierw Warowni Starego Morza, a potem Białego Sadu i Ziemi Niczyjej tchnął mnie słowiańskością i ogólną swojskością.

Zobaczyłem zaledwie skrawek udostępnionego Wiedźminlandu, jednak i tak odniosłem wrażenie, że świat gry jeżeli chodzi o wiarygodność i bogactwo treści, został zaprojektowany po mistrzowsku. Najlepsze jednak dla mnie jest to, iż zachęca on do eksplorowania zarówno na własnych nogach, jak i grzbiecie Płotki. Od razu skojarzył mi się z czasami, gdy 10 lat temu odkrywałem Górniczą Dolinę. Nieprzypadkowo napomknąłem tutaj o serii Gothic – w Wiedźmina 3 gram na najwyższym poziomie trudności i walki są naprawdę wymagające, ekwipunek ulega zniszczeniu, a do tego złota w tym targanym wojną świecie jest jak na lekarstwo. To pierwsza gra od wielu lat, w której naprawdę ciężko sobie poradzić – kilkakrotnie po serii kilkunastu podejść odpuszczałem starcia z silniejszymi przeciwnikami. Zarazem odkrywanie świata procentuję i napiszę też od razu, że jestem wręcz pewny, iż grając po godzinie, maksymalnie dwóch dziennie, Wiedźmin 3 starczy mi przynajmniej do połowy lipca.

Wrażenia odnośnie jakości oprawy graficznej Wiedźmina 3 zacznę od optymalizacji. W Dziki Gon gram na komputerze wyposażonym w kartę grafiki GeForce GTX 960, procesor Intel i5 4460, 8 GB ramu oraz tani dysk twardy 500 GB. I w tym momencie chciałbym bardzo podziękować Panu Pawłowi ze sklepu Xtreem za wypożyczenie komputera – gdyby nie on, to nie mógłbym się teraz cieszyć grą. Polecam ten sklep i na pewno o tym nie zapomnę. Wracając do Wiedźmina, to na tej konfiguracji gra chodzi płynnie (średnio 40-60 klatek) na ustawieniach ultra, jedynie z wyłączonym futrem, w rozdzielczości 1280×1024 (mam 17 calowy monitor). Krótko mówiąc optymalizacja nie jest tak straszna, jak się początkowo zapowiadało. Jeżeli chodzi o jakość grafiki, to od komnaty w wieży w Kaer Morhen po majowe krajobrazy Białego Sadu prezentuje się ona urzekająco. Dopełnia ją świetna ścieżka dźwiękowa, czyniąca z gry istną sielankę.

Przy tym wszystkim co opisałem powyżej Wiedźmin 3 nie pozostaje bez wad. Wymienię tylko kilka, które rzuciły mi się szczególnie w oczy: Geralt nie potrafi amortyzować upadków, obiekty często się przenikają, Płotka czasami się blokuje, animacjom śmierci wiele brakuje do ideału, ano i Biały Wilka nadal ma wydepilowane nogi… Ponadto odniosłem wrażenie, że system rozwoju postaci jest dużo słabszy niż w poprzednich odsłonach, jednak prawdopodobnie zostało to wymuszone chęcią zachowania balansu w rozrywce. Niemniej właśnie ta garść niedociągnięć pokazuje, że arcydzieło wcale nie musi być doskonałe. W końcu ideały bez skazy i zmazy nie istnieją, więc to nie dopracowanie stanowi o ostatecznej jakości, tylko „coś więcej”, to coś, co w moim odczuciu Wiedźmin 3 niewątpliwie ma.

Podsumowując już te przydługie wrażenia, choć na razie widziałem tylko ułamek całego Wiedźmina 3, mogę śmiało napisać, że gra mi się naprawdę spodobała. Warto w nią zagrać, choćby dlatego, że czas z nią spędzony diametralnie różnił się od tego, który każdego dnia poświęcam na kilkugodzinne klikanie po sieci, z którego przecież nic wartościowego nie płynie. Nasza mega produkcja znad Wisły ma w sobie wszystko to, co po niej oczekiwałem, a nawet dużo więcej. Nie wiem, czy jest najlepszą grą wszechczasów, bo aby coś takiego napisać musiałbym zagrać we wszystkie gry, jednak na ten moment, to najlepsza produkcja z jaką miałem do czynienia. Va fail wiedźmini – wracam do grania!

LUKAS

Gdyby kilka lat temu ktoś mi powiedział, że w Polsce ukaże się gra dorównująca rozmachem serii Grand Theft Auto chyba nie do końca bym tej osobie uwierzył. Co więcej, jeśli usłyszałbym, że produkcja ta nie będzie spontanicznym zrywem z marnym efektem, a pozycją rozdającą karty w pojedynku o tytuł gry roku tym bardziej byłbym mocno zdziwiony. No cóż, życie potrafi zaskakiwać, gdyż w naszym kraju powstała gigantyczna produkcja broniąca się jakością praktycznie na każdej możliwej płaszczyźnie. Mawiają, że Dziki Gon to jarmarczna sztuczka albo twór jakiegoś szalonego magika. Co by to nie było, jedno jest pewne – od zeszłego wtorku upiorny orszak zbiera obfite żniwo, gdyż porwać miliony ludzi z całego świata, tak że zapominają o otaczających ich świecie, to nie lada sztuka. Ja jestem jedną z tych ofiar i w towarzystwie mrocznej kawalkady spędziłem już około pięćdziesięciu godzin, ale o dziwo pamięć zachowałem – pewnie to przez odwar z chmielu, który cały czas miałem w zanadrzu. Tak czy owak, poczyniłem szereg istotnych obserwacji i poniżej pragnę się nimi z Wami podzielić.

W porządku, naciągany wstęp w imię zasady „żeby było nietypowo” mamy za sobą i od tego momentu już nie będę pisał jak oxenfurcki żak po kresce fisstechu, tylko przejdę do rzeczy punktując nasze dobro narodowe, czyli Wiedźmina 3 na kilku istotnych płaszczyznach. Oczywiście moje wrażenia z gry opieram na wersji poświęconej konsoli PlayStation 4. Ponadto wspomnę tylko, iż gram na najwyższym poziomie trudności, bez znaczników na mapie (pytajniki), szybkiej podróży oraz bez mini-mapy.

Zacznijmy więc tradycyjnie od oprawy audio-wizualnej. Tutaj miłe zaskoczenie, gdyż gra po procesie optymalizacji wygląda zauważalnie lepiej niż styczniowa wersja, którą miałem okazję ogrywać. Za przykład niech posłużą pierwsze minuty gry w Kaer Morhen – wtedy trawa rosnąca na placu treningowym była dosłownie rozpaćkaną zieloną mgiełką, natomiast teraz jest po prostu trawą. Ogólna jakość oprawy zanotowała widoczny progres i nie jest już chaotyczna, lecz spójna i stabilna. Gra na PS4 wygląda naprawdę ślicznie, w wielu momentach naprawdę oszałamiająco – wschody i zachody słońca, Novigrad nocą podczas burzy itd, lecz gdy będziemy trzymać nos w ekranie telewizora, oczywiście zauważymy że jakość niektórych elementów pozostawia trochę do życzenia. Są to jednak kwestie dyskusyjne, gdyż siedząc wygodnie w fotelu, czy wylegując się na łóżku z padem nie za bardzo jest to istotne.

To co daje jednak potężnego kopa stronie graficznej Wiedźmina 3 to animacja otoczenia. Wiatr i efekty pogodowe to absolutny majstersztyk. Trudno opisać wrażenie jakie niesie ze sobą przejażdżka przez gęsty las podczas burzy, kiedy widzimy połacie gęstej roślinności szalejącej na wietrze – polecam włączyć wtedy wiedźmińskie zmysły, aby usłyszeć złowieszcze trzaskanie pni drzew. Kolejna moja ulubiona miejscówka do wolnego spacerowania „like a boss” i zwiedzania to świątynia w Novigradzie tuż przed wschodem słońca – spróbujcie, a nie będziecie mieli ochoty stamtąd odejść. O wspaniałych miejscach mógłbym się rozpisywać bez końca, ale trzeba uporać się z tym tekstem i chwycić ponownie za pada.


Mówi się, że jakaś gra ma momenty, ale jeśli chodzi o Wiedźmina 3, powyższe kwestie powodują, że doświadczamy ich na każdym kroku, czasami minuta po minucie. Wiedźmin 3: Dziki Gon nawet w wersji konsolowej to gra w ogólnym odbiorze piękna – na pewno jedna z najładniejszych z tej generacji. Oczywiście nie jest ona diamentem bez skazy, zdarzają się doczytywania tekstur, jakieś złośliwie piksele czy momenty gdzie nie każdy model trzyma jakość reszty, lecz proporcja tych niuansików w stosunku do reszty jest mała.

Kończąc ten temat, wspomnę jedynie o płynności. Tutaj nie jest idealnie, czasami zdarzy się, że jest średnio, ale nigdy nie dzieje się tak, że nie da się grać. Niezwykle klatko-żerne są bagna na Velen, dokładnie te znane z dema pokazywanego na targach, czasami Novigrad nocą podczas deszczu (nie jest to stała reguła, gdyż czasami chodził znowu bardzo płynnie) i kilka innych lokacji głównie z tego największego hub’a. Ogólnie jednak produkcja jest płynna i w pełni grywalna, ale należy przyznać, iż potrzebuje patcha – może nawet kilku, aby zaoferować jeszcze lepsze doświadczenie.

Świat Wiedźmina 3, tak jak oczekiwałem, pochłonął mnie bez reszty. Projekty lokacji i ich plastyczność, niesamowite widoki tych samych obiektów z różnych miejsc na mapie, złowieszcze zarośla czy piękne miasta – to wszystko jest w jednej gigantycznej grze. To piękne, gdy lądując w Velen zaraz po prologu, rozglądamy się dookoła i widzimy tyle dobra, ze świadomością, ze możemy to eksplorować. Zaowocowało to tym, iż z mojej pierwszej doby spędzonej z grą, spałem chyba tylko trzy godziny.

Na jedno pragnę jednak zwrócić uwagę. W Wiedźmina 3 grajcie spokojnie. Kiedy idziecie przez wioskę, idźcie tak jak pisałem po wyżej – spacerkiem, like a boss. To my jesteśmy wiedźminem, my mamy dwa miecze na plecach i zagrajmy tę rolę. Spacerek przez wieś pozwala dostrzec wiele ciekawych detali i czasami sami się zdziwicie, że o „takim czymś” pomyśleli twórcy – wciąż mnie intryguje chodzenie gęsi po ósemce, przypadek? Przykładowo w Novigradzie miałem okazję usłyszeć rozmowę dwóch żebraków, gdzie jeden pouczał drugiego jak akcentować słowo „chleba” (czy przez długie „e” czy krótkie) tak aby przekaz był jaśniejszy dla potencjalnego dobrodzieja, który może rzucić parę monet.
Urzekające są również momenty, kiedy wieczorem, w Wolnym Mieście, przy świetle lamp i pochodni zatrzymamy się przy grupie muzyków grających na ulicy – klimat jest po prostu niesamowity i w największym mieście wiedźminlandu spędziłem praktycznie całą niedzielę. Jedyne co mnie lekko podburzyło, to niemożność znalezienia balwierza w tej wielkiej metropolii co zaowocowało tym, że zasuwałem konno do Oxenfurtu, aby się ogolić. Tak czy owak, w tym tkwi całe piękno Wiedźmina 3. „Don’t game it, just role play it” – święte słowa Panie Monnier.

Jeśli miałbym wymienić lokacje, które z miejsca mnie oczarowały, trochę tego będzie, ale o kilku z nich mogę wspomnieć. Bez wątpienia Oxenfurt, który jest miłą dla oka, malowniczą mieścinką, majestatyczny Novigrad, zwłaszcza dzielnica zwana Okrawkami gdzie przygrywa cudna nutka i nawet płaczącemu dziecku nie można zaufać oraz wioska Rannvaig na południe o Kaer Trodle na wyspie Ard Skellige, położona przy brzegu morza, gdzie kilkanaście metrów od niego znajduje się mała wysepka i płonie wielki znicz. Czysta magia, a świat gry jest nafaszerowany takimi miejscami po brzegi.

Grzechem byłoby nie wspomnieć o fabule, która wciąga z miejsca i osobę, mającą na koncie książki i poprzednie odsłony przyprawia o ciarki na każdym kroku. Ja osobiście nareszcie poczułem, iż gram w tę właściwą opowieść o Białym Wilku, z wszystkimi znanymi motywami i charakterystycznymi nawiązaniami. Chciałbym wejść w więcej szczegółów dotyczących narracji i prowadzenia historii, ale te wywody pragnę zostawić na moją recenzję. Rzeknę tylko ogólnie – jak do tej pory historia opowiadana w Wiedźminie 3 pochłania, zaskakuje i spełnia moje oczekiwania z dużą nadwyżką. Po pięćdziesięciu godzinach poznałem jedynie jej początek więc już zacieram ręce na myśl co będzie dalej.

Kolejna sprawa to mechanika walki. System walki to kawał solidnej roboty. Gra się wygodniej niż wcześniej, na co wpływ ma między innymi rozbicie uników na dwa różne przyciski. Walka na najtrudniejszym poziomie jest bardzo wymagająca, lecz nie w upierdliwy sposób. Arogancja zostanie sprowadzona do parteru i ukarana, ale myślenie i trochę opanowania przyniesie pożądane efekty. Bardzo podoba mi się to, że aby zdobyć kolejny poziom trzeba się solidnie namęczyć, gdyż nawet jeśli chcemy wykonywać zadania poboczne, często trafiamy na wiele takich, które mają próg podejścia nawet kilka razy wyższy niż nasz. Z pieniędzmi też nie jest wesoło więc trzeba ciągle mieć łeb na karku. Może jest ciężko, ale satysfakcja kiedy zdobywasz alternatywną formę Igni – bezcenna.

Zdaję sobie sprawę, że w moich pierwszych wrażeniach nie poruszyłem wszystkich kwestii, a tekst jest dość krótki. Pisanie artykułu gdy obok stoi konsola z odpaloną grą w menu głównym, brat w szkole i ostatni dzień wolnego ze świadomością, iż do gry wrócę dopiero w piątek to wystarczające argumenty, aby się nie rozpisywać. Żarty żartami, ale tak szczerze, większość obserwacji, jak wspomniałem wcześniej chciałbym zawrzeć w recenzji, a już na pewno w wielu tekstach pod dział publicystyki analizujących grę, które już mi gdzieś majaczą z tyłu głowy. Mam nadzieję, że te kilka akapitów dadzą Wam ogólnie pojęcie co do tego jak odbieram grę.

Zireael

Dziki Gon przygalopował do mnie już w poniedziałek około 23:30 i mam wrażenie, że od tego momentu jestem w innej rzeczywistości. Już na samym początku, otwierając pudło edycji kolekcjonerskiej i podziwiając mapę, REDzi sprawili, że nie pożałowałam ani jednej złotówki – chodzi mi o widniejącego na jej odwrocie autora, jeśli jeszcze nie sprawdziliście, to polecam. 😉 Obecnie każdą wolną chwilę poświęcam Geraltowi pomagając mu odnaleźć Ciri. Rozegrałam już kilkadziesiąt godzin i jestem zachwycona. Żeby jednak nie było tak słodko, wspomnę na początku o brzydkich babolach, na które natknęłam się podczas rozgrywki.

Kilkukrotnie gra wyrzuciła mnie na pulpit. Dobrze, że mam nawyk szybkiego zapisu. Dodatkowo zdarza się, iż spotykam latające owce, czy inne konie, niewidzialnych ludzi, którzy doczytują się dopiero gdy do nich podjadę. Są to bugi eliminowane z czasem przez patche, ale niestety nadal się na nie natykam. Nie psują mi one przyjemności z rozgrywki, przy takim ogromie świata można przymknąć na nie oko. Poza tym za długo czekałam na tę produkcję i wiem, że studio CD Projekt RED włożyło w swoje dzieło mnóstwo pracy, więc bezsensem byłoby czepiać się takich drobiazgów.

Przechodząc do fabuły i zadań – nie raz i nie dwa mnie zaskoczyły, zlecenia na potwory to coś wspaniałego, wszystkie kreatury mają swoją historię. Ponadto każdy fan Sagi znajdzie tu mnóstwo nawiązań do książkowych wersji przygód Geralta, aż się ciepło na sercu robi, jak wiele REDzi zaczerpnęli z twórczości Sapkowskiego. Brakowało mi tego w poprzednich odsłonach. Ważne są również postacie, które do tej pory widziałam jedynie oczami wyobraźni, i na które z niecierpliwością czekałam. Yennefer jest absolutnie bezbłędna, jej charakterek, cięte riposty i kipiący sarkazm zostały idealnie przeniesione z kart Sagi. Odwzorowanie ważnych szczegółów dotyczących wyglądu Ciri (pozdrawiam tych, którzy już wiedzą o co chodzi), jak i jej usposobienia także zasługują na pochwałę.

Podsumowując gra jest wyśmienita, jeszcze nie skończyłam linii fabularnej, aczkolwiek uważam, iż finał przyprawi nas o gęsią skórkę. Dzieje się dużo, nic nie jest przypadkowe, a zadania poboczne zazębiają się z głównymi. Wiedźmin 3 wzrusza, rozśmiesza, po prostu bawi się emocjami, żongluje nimi, a to w grach kocham najbardziej. To dopiero pierwsze wrażenia, pisane raczej na gorąco, recenzja kiedyś zapewne się pojawi, ale wtedy już na chłodno, obiecuję. Dobrej i owocnej zabawy na szlaku życzę! 😉

Piżmak

Po kilkuminutowej uczcie jaką jest zgrabnie przygotowane intro, oraz cutsceny które renderuje silnik gry, zostajemy wprowadzeni w otaczający świat. Wprowadzeni dosyć zgrabnie i przyjemnie, gdyż sposób narracji można porównać do dobrze zrealizowanego filmu. Mi takie rozwiązanie wchodzi, ponieważ historia opowiadana właśnie w ten sposób najbardziej mnie, gracza wciąga i wydaje się być naturalniejsza. Cutscena płynnie przechodzi w rozgrywkę, wygląda to fenomenalnie. Widać, że developer w dalszym ciągu stawia na filmowość produkcji, w dalszym gdyż, Wiedźmin 2 prezentował, się w podobny sposób, teraz jednak jest tylko lepiej, o niebo lepiej!

Po kilku godzinach grania w wersję z dziś która jest oznaczona numerkiem v1.03, mogę z czystym sercem przyznać, że gra jest po prostu śliczna i bardzo dopracowana, mało tego, daje duże możliwości konfiguracyjne. Idąc sobie Geraltem nad rzekę mogę podziwiać po prostu szumiący w oddali las. Ale nie tylko, bo zagrać w karty z inną osobą, posłuchać plotek, mieszkańców wioski, co wbrew pozorom czasami pomaga znaleźć zlecenie, czy po prostu zwiedzić okolice. Ja postanowiłem tak z niczego zdjąć z naszego bohatera wszystko i wtedy zobaczyć jak bardzo zmieni się jego wygląd. Ku mojej uciesze został on tylko w bieliźnie (nie nie myślcie sobie jestem jak najbardziej normalny. Po prostu podziwiam realizm gry). Zresztą Geralt wygląda dosyć hmm… męsko, ale pomijam dokładne opisy, każdy w końcu kto zakupi grę będzie mógł się na własne oczy przekonać, i wtedy ocenić). Jednak powracając do sedna widok, płynącej leniwie wody tak mnie urzekł, że postanowiłem wykąpać się w rzece, czyt. popływać, w miedzy czasie gdy Geralt coraz bardziej zanurzał się w wodzie, tworząc za sobą ślad, zdążyłem zauważyć rybaka, wypoczywającego nad rzeką. Samo pływanie jest, zrealizowane świetnie! I tyle w tym temacie, gdyż opisać tego nie sposób. Na chwilę jeszcze zanurzyłem się pod powierzchnią, a później wypłynąłem na brzeg. Ociekająca z ciała postaci woda oraz błyszcząca skóra, wygląda niezwykle realnie. Z ziemi podnoszę wcześniej upuszczony ekwipunek, tj. miecze i zbroję, tak, CDP RED potwierdziło że „lot” nie znika i będzie znajdował się dokładnie w tym miejscu, w którym go wcześniej upuściliśmy. Widać że Red Engine 3 to nowoczesna technologia pozwalająca twórcom tworzyć produkcje na najwyższym poziomie.

Dla potwierdzenia faktu świetnej optymalizacji kodu, zaznaczam że gra była testowana na laptopie z procesorem Intel Core-i5 3230M 2,6GHz, grafice GeForce GT730M, oraz 12GB pamięci RAM DDR3. Oczywiście potworem wydajności on nie jest, ale właśnie o to chodzi, zwłaszcza że to laptop. Widać znacząca różnicę pomiędzy moją, a zalecaną minimalną konfiguracją, a jednak działa.

Żeby jednak nie było tak kolorowo trzeba zaznaczyć, że nawet wersja 1.03 (już drugi patch) nie jest pozbawiona błędów. Co prawda nie przeszkadzają one w żaden sposób w przechodzeniu gry, raczej są śmieszne. I tak np. idąc drogą w kierunki domów Białego Sadu można „natknąć się” i to dosłownie na wystający w połowie, pionowo w górę… łuk, z drogi, ot tak po prostu. Innym jest błąd kamery, która czasami znajdowała się „w Płotce”, gdy nawigowało się nią za szybko. Widok hmm niecodzienny, rzekłbym od środka. Również postacie lubią się zablokować i przebierać nogami w miejscu. Ten chyba jest najgorszym gdyż, cierpi na tym realizm produkcji.

Jak już wcześniej wspomniałem historia opowiadana jest świetnie! Najlepszym jednak jest fakt, że sytuację jaka ma miejsce w świecie gry, wydarzenia i kontekst polityczny wyjaśnia nie narrator a kompani Geralta, czy poboczni NPC. Daje to niesamowite wrażenie. I wygląda świetnie.

Ale o tym i o wielu innych aspektach najnowszej produkcji studia CD PROJEKT RED można byłoby pisać nie pierwsze wrażenia, a obszerne recenzje i to nie na stronę, czy dwie. Jednak teraz muszę podsumować. A wiec podsumuję: grę bezwzględnie trzeba kupić! Prezentuje ona klasę samej w sobie i nad podziw zawiera niewiele błędów. Okraszona piękną grafiką, nawiązuje do słowiańskich legend i folkloru. Cóż polecam ją całym sercem! Ja natomiast wchodzę w wir sił rządzących światem Wiedźmina 3!

Surley

Po tych paru dniach, które minęły od premiery trzeciego Wiedźmina jestem w stanie stwierdzić jedno: ta gra jest potężna i nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie wielkości świata. Muszę przyznać, ze przed premierą obawiałem się o jakość niektórych elementów rozgrywki, jednak przekonałem się, że niepotrzebnie. Oczywiście, prawdą jest to, iż gra zawiera błędy, jednak jak na jej rozmiary moim zdaniem jest ich niewiele. Do tej pory nie spotkałem się z żadnym, który utrudniał, bądź uniemożliwiał rozgrywkę. Poza tym od czasu premiery zdążył już wyjść patch, który część z tych bugów naprawia, więc widać, że REDzi nie porzucili Wiedźmina i cały czas go dopracowują.

Ogromną zaletą Dzikiego Gonu jest to, iż grając na prawdę mam wrażenie obecności w świecie wykreowanym przez Andrzeja Sapkowskiego, który doskonale znamy z książek. Na ten klimat wpływa to, że wszystko jest zrobione z największą dbałością. Każdy, najmniejszy nawet, quest poboczny opowiada osobną historię. Wszystko jest podkręcane przez fantastyczną moim zdaniem muzykę, która jest w stanie wywołać ciarki. Po prostu widać, że Geralt jest tylko częścią naprawdę żyjącego świata.

Najważniejszą jednak dla mnie rzeczą jest to, iż Wiedźmin jest niesamowicie wciągający. Świat tak bardzo zachęca do eksploracji i zatracenia się w nim, że od stwierdzenia „Dobra, jeszcze jedno zadanie i idę spać”, przez „Ok, jeszcze tylko zagram w gwinta” dochodzimy do „O cholera, już piąta”. W tak krótkim czasie byłem w stanie poznać zaledwie niewielki skrawek gry, jednak właśnie to, że jej świat jest tak wciągający sprawia, iż Wiedźmin 3: Dziki Gon jest prawdopodobnie najlepszą grą w jaką było mi dane zagrać.