Wiedźmińskie

Siedliszcze

Rysy na diamencie, albo fabuły Wiedźmina 3 opisanie

wiedzmin-3-dziki-gon-005

Fabułę Wiedźmina 3: Dziki Gon uważam w gruncie rzeczy za bardzo dobrze napisaną historię z ważkimi, moralnymi dylematami, świetnie wykreowanymi postaciami i genialnymi dialogami, które równie dobrze mogłyby wyjść spod pióra Sapkowskiego (mam tylko nadzieję, że Andrzej Sapkowski tego nie czyta). Główne atuty Dzikiego Gonu, czyli historia Ciri, przedstawienie jej relacji z Geraltem i Yennefer, wątek Krwawego Barona, nostalgiczny epizod w Kaer Morhen, świetnie zrealizowana bitwa o wiedźmińskie siedliszcze i cała rzesza smaczków i odwołań do Sagi mocno zapisały się w mojej pamięci, często nawet szczęśliwie przysłaniając bolączki głównego wątku. Te jednak istnieją i mimo, że są w mniejszości, to nie dają mi spokoju i pozostawiają niesmak. Zwłaszcza, że nasilają się wraz z zbliżaniem się do końcowego etapu gry, a więc dość mocno zapadają w pamięć. Ten tekst niech będzie właśnie moim rozliczeniem z fabułą Wiedźmina, która niestety nie ustrzegła się licznych luk, łamania kanonu i nielogicznych wątków.

Zapraszam do czytadła ostrzegając jednocześnie przed SPOILERAMI.

fabuła-W3-05

Fałszywa Cirilla poleciała za listonoszem

Zacznę zgodnie z zasadami chronologii, od początku. Emhyr var Emreis, cesarz Nilfgaardu poszukuje gorączkowo Ciri, by zyskać szybko następczynię tronu i najpewniej ustabilizować swoją pozycję w czasie wojny prowadzonej w Królestwach Północy. Całkiem to logiczne, tylko… gdzie się podziała Fałszywa Cirilla, która to właśnie w Sadze (ale także w Wiedźminie 2) pełniła rolę gwarantu przedłużenia dynastii rządzącej i tym samym trzymała w ryzach ewentualnych cintryjskich buntowników? Wszak w czasie poprzedniej wojny z Nordlingami była osobą, którą interesowały się wywiady wszystkich państw. Stanowiła również ważną kartę przetargową w pertraktacjach wojennych i wcieleniu Cintry do cesarstwa. Jej pojawienie się w Wiedźminie 3 przekreśliłoby całą logikę aktualnych dążeń cesarza. Fałszywa Ciri jednak w tajemniczych okolicznościach zniknęła z dworu Emhyra, a scenarzyści nie zamierzają nawet o tym fakcie napomknąć. Co się z nią stało możemy się jedynie domyślać. Gdzieś słyszałem plotki, które pochodziły z siedziby Redów, że rzuciła cesarza dla listonosza i razem z Anais, gnomami i krasnoludzkimi kobietami powędrowała na północ.

Amnezji Geralta ciąg dalszy

Jak już jesteśmy przy Emhyrze i misji odnalezienia Ciri, to chciałbym odnieść się tego jak Geralt reaguje na propozycję cesarza i w ogóle tego jak ta dwójka się względem siebie zachowuje. Już przy pierwszym spotkaniu Yennefer, gdy ta informuje nas o wycieczce do Wyzimy, dostajemy pierwsze niepokojące oznaki nawrotu amnezji Geralta. Wiedźmin ma wówczas o cesarzu do powiedzenia tyle co: „Chciał mnie zabić.”, a nie „Chciał zgwałcić swoją córkę, spłodzić jej kazirodcze dziecko, by spełnić elfickie przepowiednie, a przy okazji zabić mnie i Yennefer, by zlikwidować wszelkich świadków”. I o ile rozumiem, że to może być wytłumaczone przystępnością dla graczy nieobytych z Sagą, co by im się od zbyt dużej ilości faktów nie pomieszało w głowach, to już bardziej zastanawia mnie sama rozmowa Geralta z Emhyrem. Wiedźmin zachowuje się bowiem tak, jakby po prostu stanął przed pierwszym lepszym władyką, z którym może się podrażnić, a nie z człowiekiem, który jest ojcem Ciri i nie tak dawno jeszcze snuł co do niej poważne plany. Emhyr też jakby zapomina o wspólnych zaszłościach i Geralta traktuje wyjątkowo chłodno oraz ze sporą dozą wyższości. Niezbyt przypomina to ich rozmowę w zamku Stygga, gdzie naturalnie miłością do siebie nie pałali, ale zachowywali w stosunku do siebie nieco szacunku (przynajmniej robił to jako tako Duny). Geralt nie dowiaduje się też od samego cesarza zbyt wiele na temat jego obecnych przesłanek co do znalezienia Zireael. A biorąc pod uwagę czynniki, które kierowały cesarzem przez prawie całą Sagę, Biały Wilk powinien się nieco zaniepokoić tym, do czego potrzebna jest mu Jaskółka. W produkcji Redów tak się jednak nie dzieje, ot cesarz płaci i wymaga, a bezczelny wiedźmin ma wykonać polecenie bez mrugnięcia kocim okiem.

Niemiłosiernie miłosierni Łowcy Czarownic

Dziwi mnie jak bardzo Łowcy Czarownic są oczerniani. Mówi się jak to palą czarodziejów, wyrywają zielarkom paznokcie, torturują małych elfów w więzieniach, a tymczasem są to ludzie skorzy do wybaczenia. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że Geralt, który przelewał ich krew, spalił ich siedzibę i zamordował Kaleba Mengego bez większych problemów przemieszcza się po Novigradzie? Dobrze, powiedzmy w takim razie, że rzeczywiście nikt nie wpadł na jego trop. Przypadek Jaskra jest już za to wybitnie absurdalny. Znany wszystkim bon vivant zostaje bowiem zamknięty w więzieniu na osobisty rozkaz Kaleba Mengego, a następnie pada rozkaz by śpiewaka przewieźć do Oxenfurtu i tam publicznie skrócić go o głowę. Z opresji na szczęście ratują go przyjaciele z Geraltem i Zoltanem na czele, którzy wyrzynają bez skrupułów więzienną eskortę. Wydawać by się mogło, że poszukiwany zapewne przez wszystkich Jaskier nie ma już czego szukać w Novigradzie, ale bez obaw. Poeta jakby nigdy nic remontuje „Szałwię i rozmaryn”, a jego częstymi gośćmi bywają sami Łowcy Czarownic. Tu należy się zastanowić czy to sprawka miłosierdzia, czy może raczej głupoty Kościoła Wiecznego Ognia. A może ten cud Jaskier zawdzięcza wizerunkowi hierarchy Hemmelfarta, którego zawiesił nad powałą?

fabuła-W3-10

Nijaka wojna z Nilfgaardem

Wojna z Nilfgaardem zapowiadana była jako to, co zdominuje wszelkie dziedziny życia mieszkańców Północy, w tym Geralta i jego bliskich. I chociaż w takim Velen rzeczywiście widać, że kraina została spustoszona przez przemoc, biedę i okrucieństwo, to jednak nie można odnieść wrażenia, że czegoś brakuje. Widzimy bowiem głównie efekty wojny, a nie samą wojnę. Drzewa zapełnione są wisielcami, po wioskach panuje klęska głodowa, uchodźcy uderzają na północ, a maruderzy i potwory żerują na tych, którzy jeszcze jakimś cudem żyją. Redzi naprawdę świetnie zbudowali tło działań wojennych, niestety gorzej jest już z resztą. Z klimatu wytrąca fakt, że obok siebie położone są dwa wrogie garnizony, które nie wywiązują między sobą żadnych interakcji. Parę razy byłem nawet świadkiem jak gdzieś pod Oxenfurtem oba patrole minęły się jakby nigdy nic.  Co więcej przez całą fabułę gry nie można zauważyć prawie żadnych postępów wojennych,  po prostu przez cały czas Redańczycy czają się za Pontarem, a Nilfgaardczycy czekają na odpowiednie posiłki.

To jednak aż tak nie rzuca się w oczy, zdecydowanie gorzej wypada to jak przedstawione zostają obie strony konfliktu. Da się odczuć, że scenarzyści popychają nas nieśmiało w ręce Nilfgaardu, który pokazują jako mniejsze zło w opozycji do Redanii. Radowid z chorobliwie ambitnego, ale jednak inteligentnego władcy zalicza bowiem przemianę w obłąkanego fanatyka, który zamierza puścić z dymem wszystkie osoby parające się magią. Oczywiście już pod koniec dwójki można było zauważyć jego rosnącą nienawiść do czarodziejów, którą wywołała Loża, ale mimo wszystko jego drastyczne zradykalizowanie się jest dość zaskakujące. Podobnie jest z Kościołem Wiecznego Ognia, który chyba w trakcie całej gry nie zaliczył żadnego pozytywnego akcentu (nie licząc Gradena, który należy do Łowców Czarownic).

Tym zaś co przelewa czarę goryczy jest zabójstwo Radowida. Już sam pomysł, że Geralt może uczestniczyć w czymś takim jest skrajnie głupi, ale to zadanie jawnie sugeruje, że winę za wszystkie nieszczęścia ponosi król Redanii. O udziale Loży i Emhyra var Emreisa w tym całym zamieszaniu się już chyba zapomina. Pomijam już to jak ten cały plan zabójstwa wygląda, bo nie wierzę, że takie zakonspirowane łby jak Dijkstra i Talar mogły wpaść na coś równie naiwnego. Ale okazuje się, że konkurs na największego naiwniaka wygrywa jednak Radowid, który połknął haczyk. Niby dostaje dowód w postaci medalionu Vizimira, ale ktoś kto ma taką obsesję na punkcie Philippy i własnego bezpieczeństwa musiałby zauważyć, że to wszystko jest grubymi nićmi szyte. To co się dzieje po samym zabójstwie też jest mało wiarygodne. Na ulicach Novigradu nie da się zauważyć chyba żadnych zmian, zdaje się, że śmierć Radowida w ogóle nie wpłynęła na życie ludności.

fabuła-W3-09

Gorzkie żale nad Dziki Gonem

Tajemnicą nie jest, że Dziki Gon jako główny antagonista, który pojawia się w podtytule gry wypadł blado. Było to dla mnie sporym zaskoczeniem, bo w materiałach przedpremierowych w ogóle się na to nie zanosiło. Jeszcze w animowanych przerywnikach Wiedźmina 2 scenarzyści sprawiali wrażenie, że wizję Dzikiego Gonu mają jasno zarysowaną, rozumieją jego motywy i rolę w historii Geralta. Do tego dochodziły przedpremierowe zwiastuny Wiedźmina 3, które zapowiadały orszak Eredina jako owianego tajemnicą  wroga, który wśród śmiertelników budzi przerażenie i respekt. Dodatkowo jego powiązania z Ciri i Geraltem mogły być bardzo ciekawym tłem dla wydarzeń.  Potencjał tego zbiorowego antagonisty nie został jednak według mnie wykorzystany. Złożyło się na to wiele aspektów, jak choćby ich krótki czas antenowy i mała ilość dialogów. O ile Dziki Gon pojawia się bowiem w prologu, ściga Geralta i Yennefer w drodze do Wyzimy oraz szuka tropów Ciri w Velen, to później wspominany jest jedynie w rozmowach i retrospekcjach Ciri, z których wynika tylko tyle, że w wolnym czasie lubi palić, grabić i mordować. Miałem nadzieję, że druga połowa gry skupi się bardziej na głównym przeciwniku, ale tak się nie stało. To znaczy dostajemy jakieś próby wyjaśnienia dlaczego Dziki Gon ściga Ciri, do czego potrzebuje jej Starszej Krwi i jakie ma plany względem świata Wiedźmina, ale wykonanie całości jest dość dalekie od oczekiwań. Na dodatek cała historia, która została przedstawiona w Sadze tutaj zostaje odwrócona o sto osiemdziesiąt stopni.

Ogólnie rzec biorąc to widać, że po bitwie o Kaer Morhen wydarzenia zaczynają zasuwać niczym pukacz z wiedźminem na grzbiecie. Wątki takie jak Loża, zabójstwo Radowida, badanie motywów Avallac’ha i analizowanie Dzikiego Gonu są robione po łebkach, na szybko, co niestety odbija się na finalnych wrażeniach z gry. Wracając jednak do Dearg Ruadhri, to widać, że twórcy mieli wobec nich większe plany, których niestety nie udało się zrealizować ze względu na ograniczy czas. Z wyciętych materiałów wiemy, że wątek Eredina i Ludu Olch miał być pierwotnie bardziej rozbudowany. Niestety, ale finalny Król Gonu jest po prostu jednowymiarowym, brutalnym i despotycznym tyranem, który chce wykorzystać Ciri dla swojej władzy.

Mieszane uczucia budzi również Avallac’h. Z wyrachowanego mędrca-intryganta Lis stał się wiernym do bólu kompanem i mentorem Ciri, którą przecież jeszcze nie tak dawno chciał przykuć do metalowego krzesła. Przez całą grę sprawia wrażenie fałszywego, co nie jest zresztą dziełem przypadku, Redzi kilkakrotnie naprowadzają nas na poszlaki, które mogłyby świadczyć o kłamstwach Wiedzącego. Te jednak nie znajdują pokrycia w rzeczywistości, a szkoda bo widziałem w tym potencjał na ciekawą woltę tego bohatera.

fabuła-W3-08

Gdybanie nad alternatywą

Gdyby moim skromnym zdaniem nanieść kilka drobnych zmian (niepotrzebne byłyby nawet wątki rozszerzonych Dziadów czy szpiegowania Naglfaara, które wyleciały z gry), to cały czarno-biały konflikt z Dziki Gonem nabrałby odcieni szarości i zyskałby rzeczywisty zwrot akcji. Jedną z takich zmian byłoby uczynienie z Avallac’ha ukrytego antagonisty, który przez całą grę knuje intrygę zarówno przeciwko Ciri, jak i Eredinowi. Podobnie jak w grze wydawałby się lojalnym sprzymierzeńcem, któremu udałoby się nawet zyskać odrobinę zaufania u wiedźmina czy Yennefer.  Moja uboga wizja wygląda mniej więcej tak:

Po śmierci Auberona, Eredin jako dowódca Czerwonych Jeźdźców zyskuje władzę w świecie Aen Elle. On i Avallac’h mają wspólny cel, mianowicie chcą zyskać przy pomocy Ciri władzę nad Wrotami, ewakuować elfy Aen Seidhe z świata Wiedźmina, a przy okazji podbić kilka innych wymiarów, które zapewniłyby im siłę roboczą oraz nową przestrzeń życiową dla Ludu Olch. Ambicja i wiedza Crevana nie pozwala mu jednak zgiąć karku przed Krogulcem. Avallac’h chce samodzielnie stanąć na czele swego ludu, ale że jego wpływy w świecie Aen Elle są obecnie ograniczone postanawia działać na własną rękę. W tym celu odnajduje Ciri i stopniowo zdobywa jej zaufanie. Rozpowiada tym samym kłamstwa na temat Eredina, m.in. to, że umyślnie zabił starego króla. Wszystko to w celu zaognienia konfliktu między sojusznikami Ciri a Eredinem. Walka pomiędzy nimi ma przede wszystkim odwrócić uwagę od faktycznych celów Avallac’ha.

fabuła-W3-06

I do tego momentu można zobaczyć podobieństwa do głównego wątku z aktualnej wersji gry. W międzyczasie naturalnie powinny zostać dodane dodatkowe linie dialogowe z Eredinem i jego dowódcami, należałoby pogłębić ich motywy i uczynić je logicznymi i niesztampowymi. Główne zmiany w fabule miałyby miejsce po ostatecznej bitwie z Dzikim Gonem. Umierający Eredin mówi nam, że Lis nasz oszukał (jak w oryginale). Docieramy pod wieżę, gdzie Crevan uciekł z Ciri. Dziewczynie zostało wmówione, że Białe Zimno jest siłą, która niszczy kolejne światy, podczas gdy naprawdę jest to kataklizm przyrodniczy znany z kart Sagi, którego nawet Starsza Krew nie jest w stanie powstrzymać. Avallac’h mówi jej, że gdy wejdzie do wieży to powstrzyma katastrofę. Jest to kłamstwo ponieważ portal, który wtedy otworzy Ciri przeniesie ją do odizolowanego więzienia i jednocześnie laboratorium w świecie Aen Elle. Tam zaś Wiedzący będzie mógł zrobić z jej Starszą Krwią to co planował od długich lat. Wyniszczone zaś stronnictwo Eredina umożliwiłoby Lisowi objęcie rzeczywistej władzy w  Tir ná Lia. Oczywiście, to czy Ciri wejdzie do Wieży Sokolicy zależałoby od tego jakie z nią relacje zbudowaliśmy przez całą grę.

Nie chcę się tu oczywiście wymądrzać i sprawiać wrażenie, że jestem mądrzejszy niż twórcy Wiedźmina bo tak oczywiście nie jest. Rozumiem, że ze względu na liczne ograniczenia nie byli w stanie dopiąć wszystkiego na ostatni guzik. Czasami niestety wydaje mi się, że zakończenie Wiedźmina 3 było robione na ostatnią chwilę. A jak już jesteśmy przy finale to przejdźmy do największego absurdu gry, czyli tego jak wygląda tu Białe Zimno.

fabuła-W3-07

Białego Zimna,  albo białej gorączki opisanie

Zaprawdę powiadam wam,
oto nadchodzi wiek miecza i topora,
wiek wilczej zamieci.
Nadchodzi Czas Białego Zimna i Białego światła,
Czas Szaleństwa i Czas Pogardy,
Tedd Deireadh, Czas Końca.
świat umrze wśród mrozu,
a odrodzi się wraz z nowym słońcem.

Białe Zimno w książkach jest przedstawiane jako kataklizm przepowiedziany przez Ithlinnę, który sprowadzi na Kontynent zagładę. Mistyczne zjawisko, które rozpala wyobraźnię wielu mieszkańców Wiedźminlandu w rzeczywistości jest jednak naturalnym procesem stopniowego ochładzania się Kontynentu, w wyniku którego utworzy się wielka pokrywa lodowa. Ta zaś z czasem przykryje cały ląd kładąc kres znanemu dotąd światu. Powyższe informacje padają zarówno z ust Nimue jak i Avallac’ha – elfiego Wiedzącego, który ten temat ma w małym palcu. Od Aen Saevherne możemy się również dowiedzieć, że Białe Zimno to zjawisko, którego zatrzymać nie może nawet Starsza Krew. Jedynym ratunkiem jest ewakuacja do innego wymiaru, co też dzieje się na wiele lat po pogromie rivijskim. Aen Seidhe odchodzą wówczas wraz z prawie całym swoim dobytkiem i dziedzictwem do świata Aen Elle.

W grze Białe Zimno to dla mnie za to coś kompletnie niezrozumiałego, coś co w ogóle nie powinno mieć miejsca. Nie dość bowiem, że wyskakuje na koniec fabuły jak filip z konopi, to na dodatek z naturalnego procesu zmienia się w prawdziwego, wrednego bossa, który przemierza wymiary i zamienia je w lodowe pustkowia. Co więcej, Ciri wbrew wszystkiemu co zostało napisane w Sadze stawia sobie za cel pokonanie go. Naprawdę, gdy trafiłem do Tor Gvalch’ca i usłyszałem plan Jaskółki to mnie zamurowało. Absurd w tej grze osiągnął dla mnie wtedy apogeum. Gdy próbowałem namówić Ciri by została czułem się jakbym rozmawiał z schizofrenikiem, który zakłamuje rzeczywistość. Upartość i głupota tej dziewczyny sprawiłyby prawie, że jej los by mi zobojętniał, co się jednak na szczęście nie stało. Mój Geralt stał jak ogłupiały, gdy Ciri wchodziła do wnętrza portalu. Ja jeszcze bardziej ogłupiały siedziałem i patrzyłem jak Ciri idzie w środek zamieci śnieżnej na jakiejś Antarktydzie. To wydarzenie na długi czas pozostawiło mi niesmak i zaburzyło moją doczesną przyjemność z gry.

Narzucony stan świata gry

Mierzi też zlekceważenie naszych wyborów jakich dokonaliśmy w poprzednich Wiedźminach. Dostajemy naturalnie możliwość wczytania zapisu z dwójki, ale niestety nie mają one zbyt dużego wpływu na rozgrywkę. Zignorowane zostały natomiast tak istotne wątki jak opowiedzenie się za Vernonem Rochem a Iorwethem, stworzenie (lub nie) państwa Saskii, czy też dalsze losy Temerii.

fabuła-W3-11

Wypaczone postacie

Zbliżając się ku końcowi wypomnę tylko szybko postacie, które względem poprzedniczek zaliczyły raczej pewien regres. Mam tu na myśli głównie temerską trójcę – Vernona Rocha, Talara i Ves. Niestety ale to jak zostali przedstawieni w Dziki Gonie mija się z tym co widzieliśmy w poprzednich częściach. Talar w ogóle nie przypomina samego siebie, ale już nie chodzi nawet o wygląd. Silnik całkiem inny to pewnie nie za dużo się dało zrobić. W oczu kłuje bardziej to, że z zjadliwego cynika z ostrym językiem stał się ochrypłym od wódki, rubasznym wujkiem, który rzuca bluzgami na lewo i prawo. Nie lepiej jest z Ves. Ścieżkę Roche’a w dwójce ukończyłem dość dawno temu, ale mimo wszystko członkinię Niebieskich Pasów zapamiętałem jako doświadczoną, rozsądną i posłuszną Vernonowi wojowniczkę, która rozkaz i żołnierski obowiązek traktowała jak świętość. W trójce tymczasem nie dość, że lata na Nilfgaardczyków z cycem na wierzchu to stała się pyskatą i krnąbrną dziewuchą.

O Roche’a mimo wszystko mam najmniejsze pretensje. Co prawda sprzedał się Nilfgaardowi i poddał walkę w zamian za pozory niepodległości Temerii. Zastanówmy się jednak co mógł innego zrobić. Był to człowiek zmęczony i zrezygnowany walką, z której nie widział żadnych korzyści. Stracił swego króla, swoją armię, swój kraj. Zgadzając się na kontynuację wojny zgodziłby się również na dalsze niszczenie Temerii oraz mordowanie i grabienie ludności. Po wszystkim Temeria również pewnie dostałaby się pod lenno Redanii, tylko o wiele bardziej wyniszczona. Dodatkowo Roche zaprezentował nieszablonowy wymiar patriotyzmu – skurwić się dla kraju to też duże poświęcenie.

fabuła-W3-01

Zbliżając się ku końcowi

Choć lista prawdopodobnie nie jest jeszcze pełna to czas zakończyć artykuł, który rozrósł się już do nieco niebezpiecznych rozmiarów. Jeśli zauważycie, że coś mi umknęło to zachęcam Was do wspomnienia o tym w komentarzach. Chcę tylko jeszcze dodać, że ja naprawdę oprócz tych wszystkim minusów dostrzegam również jasne strony fabuły. I w ogólnym rozrachunku historia Dzikiego Gonu ma raczej saldo dodatnie. Nie zmienia to jednak faktu, że wiele wątków zostało potraktowanych po macoszemu. Inne zaś w ogóle nie powinny istnieć. Czy główny wątek można uznać za godne dokończenie Sagi? Nie wiem. Dla mnie ta opowieść dzieje się chyba w dwóch równoległych światach i póki co nie zanosi się na ich scalenie. Mam nadzieję, że lektura nie znużyła i dotrwaliście do końca. Zwłaszcza, że od premiery trójki upłynęło w Pontarze sporo wody, a inne serwisy zdążyły już dawno temu opublikować podobne materiały.