Wiedźmińskie

Siedliszcze

Quo vadis, vatt’ghern? – czyli nasze pomysły na Wiedźmina 4

wiedzmin-3-dziki-gon-007

Od momentu, gdy Redzi ogłosili zakończenie historii Geralta na Dzikim Gonie, wiele osób zaczęło zachodzić w głowę jaka przyszłość będzie czekać serię. To że studio znad Wisły wcześniej, czy później wróci do uniwersum stworzonego przez Sapkowskiego jest raczej pewne. Nie po to w końcu budowali pozycję marki przez ponad 10 lat w pocie, krwi i łzach, by teraz ją porzucić. Mniej oczywiste jest jednak to w jaki sposób będą zamierzali ją kontynuować. Zapraszamy do zapoznania się z naszymi mniej, lub bardziej prawdopodobnymi scenariuszami dla Wiedźmina 4.

redakcja-gerwantGerwant

Jedna Jaskółka Wiedźmina nie czyni

Myśląc o postaci, która mogłaby stać się nową protagonistką wiedźmińskiej serii spore grono osób wskaże zapewne Ciri. Jaskółka wydaje się chyba bowiem najbardziej prawdopodobną alternatywą dla Geralta, choćby z fabularnego punktu widzenia. Została umiejętnie wprowadzona w trójce, przez co nawet dla graczy nieobeznanych z Sagą, stała się dość znaną i charakterystyczną bohaterką. Znamy jej historię, charakter, motywy i cele. Dzięki niej też nie oderwalibyśmy się za bardzo od postaci Wilka, ten byłby cały czas przy niej obecny, jeśli nie ciałem, to na pewno duchem. Fabuła prowadzona przez całą trylogię mogłaby także zachować ciągłość, co z drugiej strony generowałoby pewien problem. Chodzi mi mianowicie o wydarzenia z zakończenia Dzikiego Gonu. Ten kto przeszedł trójkę, ten wie, że epilogi definiujące dalszy los Ciri (jak i całego Kontynentu) są trzy, te są zaś na tyle różne, że zaistnieć by musiała konieczność wyraźnego opowiedzenia się za jednym z nich. Gracze musieliby znowu pogodzić się z zignorowaniem ich decyzji podjętych w trójce.

Zakończenie Dzikiego Gonu same w sobie jest również kłopotliwe. Redzi sami podłożyli sobie kłody pod nogi dodając do Wiedźmina 3 wyjątkowo niepasujący wątek Białego Zimna. Ciri spełnia proroctwo, które gwoli ścisłości było przeznaczone dla jej dziecka. Te zresztą spełnia całkiem nie tak, jak zostało to wyjaśnione w książce. Zniszczyła Białe Zimno, które miało być nie do zatrzymania, ale została jeszcze kwestia ewakuacji Aen Seidhe z Kontynentu, którą to właśnie miał zająć się jej potomek. Konieczność ucieczki elfów straciła jednak w tym momencie sens, bo i nie ma już przed czym uciekać. Samo powstrzymanie Białego Zimna przez Ciri jest jednak na tyle enigmatyczne, że być może Redzi wrócą w przyszłości do tego wątku, by dopowiedzieć co trzeba.

Dodatkowym problemem może być także postać Ciri. Pewnie wielu się ze mną nie zgodzi, ale według mnie Jaskółka nie jest najlepszą kandydatką na główną bohaterkę gry. Już czytając Sagę męczyłem się z fragmentami traktującymi o życiu Ciri wśród Szczurów. O ile Jaskółka jako dziecko była uroczo zadziorna, o tyle w wieku nastoletnim okropecznie mnie irytowała. Szczury rozwinęły u niej najgorsze cechy sprawiając, że stała się niezrównoważoną, perwersyjną morderczynią. Na szczęście po ucieczce od Aen Elle jej charakter stawał się z jakiejś przyczyny coraz bardziej znośny. W Dzikim Gonie Jaskółkę przez większość czasu dało się lubić, niemniej czasami jej absurdalne zachowanie działało mi na nerwy. Mam tu na myśli między innymi jej ciągłe wykłócanie się o swoją dorosłość albo niezrozumiałe reagowanie na nasze decyzje. Podejrzewam, że w grze, w której byłaby pełnoprawną bohaterką miałbym problem, żeby się z nią utożsamić.

Zireael jest też według mnie zbyt potężna jak na standardy wiedźmińskiego świata. Dziedziczka Cintry i Nilfgaardu, Dziecko Starszej Krwi, Pani Miejsc i Czasu, wiedźminka i Melitele jedna wie co jeszcze. Już grając nią okazjonalnie w trójce mogliśmy się przekonać, że mało kto tak naprawdę jest w stanie stawić jej czoła. Mało tego, grając Ciri znowu zapewne uwikłalibyśmy się w ratowanie świata, które nie jest według mnie ani zbyt oryginalne, ani porywające.
Leo-Bonhart

Wąsaty antybohater

Myślę, że dość ciekawym doświadczeniem byłoby spojrzenie na świat Wiedźmina z perspektywy kogoś z „drugiej strony barykady”, kogoś o jeszcze bardziej mętnej osobowości i wątpliwej moralności. Przechodząc zaś do konkretów –  jakiś czas temu na oficjalnym forum przeczytałem  o pomyśle na stworzenie gry z Bonhartem w roli głównej.  Co byście powiedzieli na towarzyszenie temu legendarnemu łowcy nagród w jego krwawej karierze, której uwieńczeniem miałby być kontrakt na słynne Dziecko Niespodziankę Geralta z Rivii? Pozwólcie, że zacytuję fragment opisu gry, który stworzył użytkownik SMiki55:

„Królestwo Ebbing, rok 1239. Pośród chaosu i przemocy towarzyszącym początkom nilfgaardzkich podbojów, Leo Bonhart, nieustraszony młody poszukiwacz przygód, przechodzi mroczną transformację, która na zawsze zmieni przyszłość krain na południe od gór Amell. Po wypędzeniu przez cesarską armię wiedźminów spod znaku Żmii z cytadeli Stygga, jeden z niedobitków, łysy waligóra z blizną na potylicy, morduje w amoku ukochaną Bonharta. Leo odwraca się od wiedźminów, których dawniej podziwiał. Będąc świadkiem zbrodni dokonywanych przez mutantów z cechów Żmii i Kota, decyduje, że musi zniszczyć wszystkich, którzy zwrócili się przeciwko swemu kodeksowi i ostatecznie stać się najgroźniejszym łowcą wiedźminów w historii świata.”

Z resztą opisu możecie zapoznać się tutaj.

Nie wiem jak wam, ale mi ten pomysł niezwykle przypadł do gustu. Na kartach powieści Bonhart co prawda był sadystycznym psychopatą, ale jednak można było poczuć do niego swego rodzaju sentyment. Za uwolnienie Ciri od Szczurów byłem mu nawet… wdzięczny. Jeśli twórcy przedstawiliby wiarygodnie przemianę Bonharta i powolne zatracanie przez niego człowieczeństwa to otrzymalibyśmy interesującą, mroczną i głęboką historię. Bonhart po prawdzie potrafił robić tylko mieczem, przez co gameplay byłby mniej zróżnicowany niż przy graniu wiedźminem, ale myślę, że można byłoby to pomysłowo rozwinąć. Zanim Bonhart zaczął parać się rozbijaniem hanz, trudnił się przecież zawodowym żołnierstwem oraz wędrownym handlem.

Jeśli zaś Bonhart jest dla was zbyt odpychający lub nudny pod względem gameplayu, to może mógłby go zastąpić jakiś wiedźmin renegat ze szkoły Kota, bądź Żmii?

wiedzmin-3-vesemir

Jurny kapelusznik

Innym rozwiązaniem mogłoby być cofnięcie się do czasów przeszłych, kiedy to ludzie zakładali pierwsze królestwa, szkoły wiedźmińskie przeżywały swą świetność, a potwory były utrapieniem każdego miasta, wioski, czy gościńca. Koncept ten posiada tę zaletę, że Redzi mogliby oprzeć fabułę gry na białych plamach w historii Kontynentu. Wykorzystanie historycznych wydarzeń wspomnianych w Sadze podniosłoby atrakcyjność dzieła, scenarzyści natomiast mieliby spore pole do popuszczenia fantazji nie naruszając przy tym specjalnie kanonu. Dzięki takiemu zabiegowi moglibyśmy zobaczyć choćby rebelię Falki Krwawej, powstanie Aelirenn, pełne życia Kaer Morhen, bądź spotkać tak znamienite persony jak Alzura, czy przodków Ciri.

Jeśli chodzi o protagonistę, to myślę, że świetnym wyborem byłby Vesemir. Po pierwsze odegrał znaczną rolę w grach oraz zaskarbił sobie sympatię wielu graczy. Jest wyrazistą postacią, którą powinien kojarzyć każdy kto miał już kontakt z wiedźmińskim uniwersum. Mało tego, na różnych forach często można natknąć się na wpisy, których autorzy wyrażają chęć zagrania Vesemirem.

Po drugie – wiek Vesemira, który według Triss Merigold mógł przewyższać nawet mury Kaer Morhen. Wiedźmin mógł spokojnie liczyć ponad trzysta lat, co daje nam możliwość osadzenia akcji w prawie dowolnym momencie historii funkcjonowania wiedźminów. Moglibyśmy zobaczyć choćby pierwsze Próby Traw, spacerować po niezniszczonym jeszcze zamczysku, może nawet byłoby nam dane spotkać samą Visennę, która przekazałaby nam Geralta, bądź dotrwać do ataku tłuszczy na Kaer Morhen. Zbudowanie przez Redów historycznej otoczki wokół Warowni Starego Morza w trójce pokazało nam jak wiele potencjału drzemie jeszcze w tym temacie.

Funkcjonowanie w czasach świetności wiedźminów pozwoliłoby także rozwinąć naszą wiedźmińską działalność. Z racji, że w okresie tym potworów była od groma, mielibyśmy pełne ręce roboty. Jako, że Vesemir dysponował ogromną wiedzą na temat bestii, prawdopodobnie dane by nam było poznać stare, nieskuteczne obecnie metody tropienia i zabijania pokoniunkcyjnych poczwar. Być może moglibyśmy także pozyskiwać nowych adeptów do Kaer Morhen, bądź jako nauczyciel fechtunku brać udział w ich szkoleniu. Wszystko to jednak powinno zostać przygotowane porządnie, by nie był to tani odpowiednik budowania własnego domu rodem z gier Bethesdy.

Być może ktoś będzie narzekał , że gra Vesemirem nie będzie zanadto różniła się pod względem gameplayu od trylogii, albo że wiedźmin nie będzie miał na tyle skomplikowanej i barwnej osobowości co Biały Wilk. Pamiętajmy jednak, że Vesemir, którego znamy jest stary nawet jak na wiedźmina, a za sobą ma masę doświadczenia. Owszem, obecnie jest dość rozważny, staroświecki i surowy (choć według mnie te właśnie cechy czynią go ciekawym), ale zanim jego światopogląd się ustabilizował, osobowość Vesemira zmieniała się zapewne na przestrzeni lat. Moglibyśmy zobaczyć jak poszczególne wydarzenia, jak np. zniszczenie Kaer Morhen, odciskały piętno na psychice mentora wiedźminów.

Stworzenie własnego bohatera

Z osadzeniem akcji w czasach prosperowania Kaer Morhen wiąże się także inne wyjście – stworzenie swojego własnego bohatera. Dla dobra fabuły nasza postać powinna być już z samego początku nieco zdefiniowana, na przykład poprzez ograniczenie wyboru klasy postaci do wiedźmina. Twórcy być może jednak chcieliby nam zaserwować więcej swobody i mielibyśmy możliwość wykreowania zarozumiałego czarodzieja, rasistowskiego elfa, czy pragmatycznego krasnoluda. Nic nie stoi też chyba przeszkodzie, by o wyborze postaci zdecydować dopiero w trakcie rozgrywki. Taki chociażby Vilgefortz zanim stał się jednym z potężniejszych czarodziei na Kontynencie najpierw był członkiem Kovirskiego Kręgu Druidów, a potem najemnym rębajłą, by w końcu pod wpływem romansu z czarodziejką dołączyć do elitarnej kasty magów. Z zmianą rasy to by już raczej nie przeszło, ale skoro Yarpen Zigrin chciał być kiedyś elfem, to czemu nie?

Ale teraz poważniej. O ile możność ulepienia własnego protagonisty w świecie wykreowanym przez Sapkowskiego wydaje się być ekscytująca, to nie jest to raczej zbyt dobry kierunek dla serii. Wiedźminy nigdy nie nastawiały się na bycie sandboxami. Owszem, trójka oferowała olbrzymi, otwarty świat, ale ten był raczej pięknym tłem dla opowiadanych historii niż główną atrakcją, choć znaleźli się zapewne i tacy, którzy główną radość czerpali tylko i wyłącznie z eksploracji właśnie. Na arenie piaskownic od lat królują m.in. produkcje Bethesdy, podczas gdy trylogia Redów zasłynęła z tworzenia świetnych wątków fabularnych z moralnymi wyborami. Osobiście bardzo bym chciał, by seria nie zatraciła swojej tożsamości i w dalszym ciągu skupiała się na opowiadaniu zapadających w pamięci historii osadzonych w wiarygodnym świecie pełnym barwnych postaci. Tę sztukę zaś trudno połączyć z bohaterem wykreowanym przez gracza, który nie ma szans się równać z ciekawie napisaną postacią.

Można by sobie z tym jednak poradzić poprzez narzucenie graczowi częściowej sylwetki postaci, która miałaby być przez niego dokończona – w podobny sposób kwestię tę rozwiązano w m.in. KOTORze, czy późniejszym cyklu o komandorze Shepardzie. Podejrzewam, że gdy Redzi planowali jeszcze w wczesnych wersjach jedynki możliwość wcielenia się w własnoręcznie stworzonego wiedźmina, to zamierzali podejść do tego w podobny sposób. Dzięki takiemu rozwiązaniu otrzymalibyśmy postać posiadającą już jakąś własną historię, którą moglibyśmy w ciekawy sposób dopełnić.

wiedźmin-2-retrospekcje-001

Za wilczym śladem

W Wiedźminie 2 bardzo spodobało mi się podejście deweloperów do książkowego pierwowzoru w kontekście fabuły gry. To nie była już jedynka, gdzie twórcy mniej, lub bardziej wdzięcznie próbowali omijać kwestię najbliższych Geralta. W dwójce postanowiono zaznajomić graczy z wydarzeniami z Pani Jeziora  i zrobiono to kapitalnie, finezyjnie balansując pomiędzy kanonem, a autorską twórczością, dzięki czemu całość miała ręce i nogi. Retrospekcje opowiadające o historii Geralta urzekły mnie swoim bogactwem szczegółów, sprawnym wykorzystywaniu faktów znanych z Sagi oraz trafnym ujęciem wiedźmińskiego świata. Powiedziałbym nawet, że w dwójce poznaliśmy więcej informacji na temat Gonu niż w samej trójce.

W takich to właśnie okolicznościach narodził się w mojej głowie pomysł na umiejscowienie kolejnej gry w okresie pomiędzy finałem Pani Jeziora, a pierwszą częścią growej trylogii. Redzi co prawda podkreślili już nie raz, że Wiedźmin 3 stanowił zwieńczenie przygód Białego Wilka, ale na dobrą sprawę to nie byłaby kontynuacja, a prequel. Sam zarys fabuły, który znamy z przerywników wydaje mi się być bardzo interesujący. Z jednej strony przypominałoby to być może zbytnio fabułę Dzikiego Gonu, jest tu w końcu znowu tropienie jeźdźców Eredina w celu odnalezienie bliskiej nam osoby. Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że samego Dzikiego Gonu w trzeciej części Wiedźmina za wiele nie było. Byłaby więc to świetna okazja do odpowiedniego rozwinięcia wątku Czerwonych Jeźdzców, pamiętajmy, że Geralt po uratowaniu Yennefer był zmuszony do stania się częścią upiornego orszaku. Oprócz tego nic nie stoi na przeszkodzie, aby wzbogacić fabułę o wydarzenia, na których temat retrospekcje się nie zająknęły.

Gra ta jednak miałaby poważną wadę. Duża cześć historii została już opowiedziana, nie byłoby więc za dużo miejsca na zaskakujące zwroty akcji, czy podejmowanie istotnych wyborów moralnych. Fabuła byłaby prawdopodobnie zbyt liniowa, chyba że Redzi wpadliby na pomysł jak tego wybrnąć.


redakcja-lukaszinhoLukas

Historia Szkoły Kota

Zawsze lepiej przyjmowałem historie, w które Geralt po prostu chcąc czy nie chcąc, przypadkiem się wplątywał podczas swojej wędrówki, dalekie od motywu ratowania świata, poczucia wielkiej misji i tak dalej. Moją propozycją na Wiedźmina 3 jest więc pozostanie przy tym i skorzystanie z przedstawiciela innej szkoły wiedźmińskiej. Faworytem jest Brehen ze Szkoły Kota, zwany kotem z Iello, którego Geralt miał nieprzyjemność spotkać w końcówce Sezonu Burz. Mimo, że mamy o nim jedynie szczątkowe informacje, są one na tyle konkretne, że mogłyby posłużyć jako ciekawy fundament pod dłuższy wątek fabularny.

Brehen był wynikiem nieudanych eksperymentów w Szkole Kota, przez co cechowało go nadzwyczajne okrucieństwo, nawet wobec ludzi. Wiedźmin będący po prostu psychopatą i zabójcą bez skrupułów mógłby być interesującą odmianą jako główny bohater gry, tym bardziej w świetle podejmowania wyborów. Do tego dochodzą takie wątki, jak tajemniczy zatarg szkół Wilka i Kota być przypuszczalnie spowodowany zdradą tych pierwszych, prawdopodobnie zniszczona już Szkoła Kota, czy motyw zlecenia na strzygę z Wyzimy, którego chciał się podjąć Brehen.

Granie wiedźminem ze Szkoły Kota to oczywiście inny, zapewne bardziej akrobatyczny styl walki. Mimo, że w Wiedźminie 3, styl walki każdej szkoły został spłycony do dwóch mieczy, myślę, że tutaj warto by było zaryzykować i urozmaicić go choćby korzystaniem z podwójnych sztyletów, czy dwóch krótszych mieczy jednocześnie. Do tego oczywiście warto byłoby wrócić do miotanych noży, większego arsenału petard – bomby dymne, wprowadzić nowe funkcje znaków, a przede wszystkim zupełnie nowe znaki, czy też mechanikę skradania oraz sprawnego i płynnego wspinania się.

Mimo tego, takie rozwiązanie wiązałoby się także z dużym ryzykiem i nie mówię tu o fabule, odcinaniu kuponów i podobnych sprawach. Problem w tym, że trudno będzie stworzyć kolejną, ogromną grę AAA i nie wpaść w pułapkę powtarzalnych rozwiązań. Nawet gdyby powyższe elementy zostały zaimplementowane, moim zdaniem trudno byłoby im się wyróżnić na tle tytułów, które od wielu lat, nieustannie takowe rozwiązania kopiują, lekko zmieniają. Chcąc czy nie chcąc, obecnie znaczna większość gier na rynku to praktycznie to samo tylko w innych szatach, pod co niestety częściowo podlega nawet Wiedźmin 3: Dziki Gon. Sam arsenał wiedźminów jest w zasadzie ubogi (w rozumieniu przedstawienia go w grze), dlatego twórcy muszą się nieźle nakombinować, by przedstawić go jeszcze ciekawiej niż ostatnio, a nie nagiąć wielu żelaznych zasad.


redakcja-zireaelZireael

Zastanawiając się nad przyszłością serii Wiedźmin, bardzo długo myślałam kto powinien zostać nowym protagonistą. Czy naprawdę dobrym posunięciem byłoby zostawienie Geralta na emeryturze? W końcu głównie dzięki jego kreacji, gry osiągnęły taki sukces. Porzucenie możliwości opowiedzenia kolejnej historii o bohaterze uwielbianym przez graczy, na rzecz całkowicie nowej przygody, jest ryzykowne i nie zawsze wychodzi. Najlepszym tego przykładem jest Mass Effect: Andromeda, gdzie niestety nie kierujemy już losami świetnego komandora Sheparda. Ba, nie mamy nawet kontaktu z członkami załogi Normandii (oprócz nagrań Liary, ale to tylko miły ukłon w stronę fanów oryginalnej trylogii). Wydaje mi się, że świeży start jest pójściem na łatwiznę, ale jednocześnie to bezpieczniejszy ruch niż kontynuacja opowieści. Dlatego też porzućmy wizję Białego Wilka na szlaku i skupmy się na substytucyjnych alternatywach.

Dobry wojak Coën

Dla tych, którzy nie pamiętają, bądź nie czytali Sagi, krótkie przypomnienie kim był Coën. To wiedźmin, którego poznajemy podczas pobytu Ciri w Kaer Morhen. Nie należał on do Szkoły Wilka, tak naprawdę nie wiadomo z którego cechu pochodził. O jego przeszłości książki zbyt wiele nie mówią, wiemy jednak natomiast jak jego historia się kończy. Ginie on w bitwie pod Brenną. Do walki zgłosił się na ochotnika. Powszechnie wiadomo, że wiedźmini są neutralni i nie powinni angażować się w wojny, a jedynie siedzieć okrakiem na palisadzie. Pomimo tej świadomości, Coën decyduje się na aktywny udział w konflikcie. Oznacza to, że w głębi poczuł, że to jego powinność, obowiązek? A może dręczyły go wyrzuty sumienia związane z wydarzeniami z jego przeszłości i tę drogę uznał za odkupienie win? Ten właśnie aspekt uznaję za najbardziej intrygujący i uważam, że jest wart rozwinięcia.

Nie wiadomo, gdzie Coën nauczył się fachu, można jedynie podejrzewać Szkołę Gryfa lub Kota. Przyznajmy, że największą ciekawość budzi w nas ta druga. Mówi się, że wiedźmini z medalionem kota na piersi są najbardziej bezwzględni, często zatrudniani jako najemnicy, szpiedzy, czy skrytobójcy. Zadawanie bólu, cierpienia, zabijanie sprawia im nieludzką przyjemność. W Sezonie Burz dowiedzieliśmy się, że wychowankowie tej szkoły nie są mile widziani w Kaer Morhen. Co w takim razie miałby robić tam Coën? To kolejna zagadka, którą należałoby w ciekawy sposób rozwiązać. Być może zrozumiawszy, czego nasz znajomy wiedźmin dopuścił się w przeszłości, spotkał na świeżo rozpoczętym szlaku odkupienia Vesemira? Z biegiem czasu właśnie dzięki siwemu mistrzowi szermierki, Coën zmienił się i przeszedł na jasną stronę mocy.

kaer-morhen-010

Z Sagi Andrzeja Sapkowskiego wiadomo również, że majster od miecza różnił się od pozostałych wiedźminów zarówno zewnętrznie:

…czarodziejka wyswobodziła się z niedźwiedzich objęć, spojrzała na towarzyszącego
Vesemirowi wiedźmina. Ten był młody, wydawał się rówieśnikiem Lamberta. Nosił krótką czarną brodę, która nie kryła jednak silnych zeszpeceń po ospie. Było to dość niecodzienne, bo wiedźmini byli zwykle wysoce uodpornieni na choroby zakaźne.

Miał niezwykle jasne, żółtozielone tęczówki, a pocięte czerwonymi niteczkami soczewki wskazywały na ciężki, kłopotliwy przebieg mutacji oczu.

jak i wewnętrznie:

Zamilkł, spojrzał na Ciri, która radosnym piskiem kwitowała właśnie zdobycie przewagi w grze w łapki. Triss widziała uśmieszek na twarzy Coëna i nie miała wątpliwości, że pozwolił jej wygrać.

Triss spojrzała na Ciri, piskliwie zarzucającą Coënowi oszustwo w grze. Coën objął ją, wybuchnął śmiechem. Czarodziejka pojęła nagle, że nigdy, nigdy dotąd nie słyszała, by któryś z wiedźminów się śmiał.

Wątek Coëna to naprawdę solidna propozycja kolejnej opowieści w świecie wiedźmina. Ta niezbyt rozwinięta w Sadze historia daje pole do popisu scenarzystom. Nakreślenie jego postaci przez Andrzeja Sapkowskiego jest szansą do przedstawienia nowych przygód, miejsc (w końcu Coën pochodził z Poviss), a przede wszystkim świetnego bohatera z tajemniczą przeszłością.

Ze śmiercią jej do twarzy

Biorąc pod uwagę fakt, iż zdecydowaną większość wśród społeczności graczy stanowią mężczyźni, ten pomysł wielu może się nie spodobać. Pomimo tego, że istnieją tytuły, w których główną bohaterką jest kobieta i jednocześnie produkcje te odniosły sukces, to panowie mają spore obiekcje, co do kierowania przedstawicielką płci pięknej. Najlepszym tego przykładem jest drugi sezon The Walking Dead, gdzie oprócz tego, że protagonistką została niewiasta, to na dodatek dziecko. Wspomnieć należy również o Life is Strange, gdzie duet Max i Chloe podbił serca graczy. Obie gry są fabularnie fantastyczne, a jednak nadal męska część graczy ma pewne opory przed ich poznaniem.

Dlatego też zdaję sobie sprawę z tego, że opowieść z Ciri w roli głównej nie wszystkim przypadnie do gustu. Pomiędzy zakończeniem Pani Jeziora, a powrotem Zireael w trzeciej części growej trylogii, jest ogromna dziura fabularna. Nie wiadomo, co działo się przez ten czas z popielatowłosą dziewczyną. A musiało dziać się sporo, skoro Ciri zdążyła zapomnieć o tym, do czego w Sadze zmuszał ją Avallac’h i zaprzyjaźnić się z elfem. Ponadto dobrze pamiętamy jej krótką rozmowę z Geraltem, po tym jak odnalazł córkę na Wyspie Mgieł:

Jak to się w ogóle stało, że zaczęłaś podróżować z Avallac’hem?
Odkąd zostawiłam Ciebie i Yen na Wyspie Jabłoni, Eredin i jego Czerwoni Jeźdzcy cały czas deptali mi po piętach. Uciekałam przez różne światy, aż raz prawie mnie dopadli. Wtedy, kompletnie znikąd, zjawił się Avallac’h. Odnalazł portal i przeniósł nas do świata, w którym Eredin nie mógł nas wytropić chyba z pół roku.
Co to był za świat? Ten, w którym Eredin nie mógł Was znaleźć?
Nie uwierzyłbyś, gdybym Ci powiedziała.
Spróbuj.
Ludzie stamtąd mieli w głowach metal, a wojny prowadzili na odległość, przy pomocy czegoś w rodzaju megaskopów. No i nikt nie jeździł konno, za to każdy miał mały statek powietrzny.
Ciri… Nie zgrywaj się.
Mówiłam, że nie uwierzysz. Trzeba było tam zostać…

Jej podróże w czasie i przestrzeni są ogromną możliwością do poprowadzenia fabuły w niespotykany dotąd w innych grach sposób. Umiejętność Jaskółki sprawia, że kreacja świata byłaby ograniczona jedynie wyobraźnią twórców. Dzięki ćwiczeniom z Avallac’hem, Ciri zdobyła wiedzę i podszkoliła się w korzystaniu z Mocy, dzięki czemu teraz jest bardziej doświadczona. To dobry powód, by w jakiś sposób rozwinąć i udoskonalić jej mechanikę z gry.

przyszłość serii wiedźmin

Drobnym minusem tego rozwiązania jest to, że jej opowieść byłaby oderwana od wiedźmińskiego świata, do którego przyzwyczaił nas Geralt. Polowania na potwory, polityczne intrygi, spiski czarodziejek – to wszystko poszłoby raczej w odstawkę. Dlatego danie szansy jego córce stanowiłoby powiew świeżości i otwarcie na nowe horyzonty. Wyobrażacie sobie Ciri w XIX-wiecznym Londynie, rozwiązującą zagadkę Kuby Rozpruwacza i polującą na wampiry? Przypomina to fabułę serialu Dom Grozy, ale jak dla mnie brzmi interesująco.

Dalsze plany na rozwój marki Wiedźmin są otwartą księgą. Być może nie zobaczymy już Geralta w roli głównej, a może nasz ulubieniec da o sobie znać w wielkim stylu? Zostaje nam jedynie czekać, bo w przyszłości CD Projekt RED z pewnością powróci do tego uniwersum. W końcu nie zabija się kury znoszącej bardzo duże złote jaja.