Wiedźmińskie

Siedliszcze

Na szlaku #1 – Najciekawsza walka z bossem

Najciekawsza walka z bossem

Na szlaku to nasz nowy cykl, w którym będziemy wspominać najciekawsze, najlepsze, najgorsze – ogólnie wszelkie naj elementy Wiedźmina 3 i dwóch dodatków. Na pierwszy ogień idą bossowie, a konkretnie najciekawsza walka z bossem. Formuła cyklu jest prosta – my podajemy swoje typy, a następnie Wy dzielicie się z nami swoimi opiniami. Oczywiście tekst naszpikowany jest spoilerami, na wszelki wypadek ostrzegamy. Miłej lektury i zapraszamy do zabawy!

Na szlaku #1 – Najciekawsza walka z bossem

 

redakcja-gerwant

Gerwant

Wiedźmin 3: Dziki Gon

Imlerith

Dziki Gon jako główny, zbiorowy antagonista trochę mnie zawiódł. Nie dość, że go spłycono i poskąpiono mu czasu antenowego, to w dodatku pod względem trudności nie stanowił zbyt wielkiego wyzwania. Niehonor Czerwonych Jeźdźców udało się jednak uratować dzięki Imlerithowi. Mimo, że elf był typowym przykładem bezlitosnego, potężnego drania, to mimo wszystko udało mu się wzbudzić u mnie szacunek. Jego postura, możliwości i determinacja sprawiały, że Imlerith wydawał się być trudnym do pokonania przeciwnikiem. Tak więc gdy miało dojść do starcia z nim na Łysej Górze poczułem swego rodzaju ciekawość, a nawet ekscytację. Co więcej walka z nim nie była tylko kolejnym do odhaczenia etapem, którego zaliczenie miało przybliżyć Geralta do uratowania pewnej niezrozumianej przeze mnie ex-księżniczki. Dochodził do tego ważny motyw zemsty. [UWAGA SPOILER] Śmierć Vesemira była dla mnie czymś wyjątkowo trudnym, stary papa był jedną z moich ulubionych postaci i miałem do niego duży sentyment. Od chwili gdy Imlerith zmiażdżył starego wiedźmina pragnąłem doczekać momentu, w którym będę mógł go zgładzić. I w końcu to zrobiłem, nie bez ogromnej satysfakcji zresztą. Nie było to jednak łatwe. Imlerith nie należał być może do najszybszych oponentów, ale nie był też w żadnej mierze powolny, co z siłą jego ciosów czyniło go bardzo wymagającym przeciwnikiem. Prawdziwe schody zaczynały się jednak w drugiej fazie walki. Generał Gonu wykorzystując swoje cząstkowe zdolności do przemieszczania się w miejscu i czasie potrafił bez większego problemu zniknąć sprzed naszego ostrza. Szczególnie groźne stawały się przez to jego kontrataki. Imlerith po przyjęciu kilku ciosów zwykle teleportował się za nasze plecy, by rozpocząć śmiercionośną serię ataków. Przez to przez sporą część tego etapu znajdowałem się w trudnej do przełamania defensywie, a na okazję do ataku trzeba było czekać, aż potężny elf straci równowagę. Jednak po kilku ostrożnie przeprowadzonych podejściach stopiona twarz Imleritha w końcu przyjęła ostatni cios od jego własnej maczugi.

Serca z Kamienia

Klucznik

W „Sercach z kamienia” mój wybór był nieco ograniczony ponieważ nie miałem okazji walczyć z Olgierdem von Everecem, a z tego co słyszałem i czytałem to nieźle machał psubrat szablą. W takim wypadku postanowiłem przydzielić tytuł najlepszego przeciwnika Klucznikowi. Wyróżnia się on na tle nie tylko bossów z dodatku, ale również z całej gry. Dostaliśmy bowiem przeciwnika, który nie tylko buduje niezwykły klimat i wzbudza w nas niepokój, ale również stanowi niełatwe wyzwanie, nie sprawiając przy tym efektu nadmiernego „przepakowania”. Już w trailerze dodatku jego tajemnicza, przysłonięta sylwetka wzbudziła moje ogromne zainteresowanie. Spotkanie z nim także zostało opatrzone świetnie przygotowaną lokacją, do której sam często później powracałem tylko po to by uświadczyć nieziemskiej atmosfery tego miejsca. W walce Klucznik dość mocno mnie zaskoczył. Swoim nadniszczonym szpadlem machał co prawda wolno i nieco topornie, ale zupełnie tak jakby pobierał nauki u fechmistrzów polskiej sztuki krzyżowej. Jego ciosy przetykane były zaś potężnymi uderzeniami, których poznanie stanowiło klucz do udanego zaatakowania Klucznika. Główną bronią opiekuna Iris była jednak jego zdolność wskrzeszania dusz, którymi posilając się odbudowywał swój pasek zdrowia. I to było naprawdę uciążliwe i zapewne nie jeden z was klął pod nosem, gdy ta pozszywana przez pijanego chirurga kreatura będąc u progu życia chwilę później odzyskiwała połowę żywotności. Myślę, że mógłby to być pewien zarzut wobec tej postaci, ale właściwie nie stanowiło to przeszkody nie do pokonania. Satysfakcja z pokonania Klucznika za to wszystko mi wynagrodziła. Na dodatek dostałem w nagrodę elegancką łopatę.

Krew i Wino

Bruxa

Jeśli chodzi o dodatek „Krew i Wino”, to mój wybór padł na bruxę. Nie jest ona być może ani najważniejszym, czy też najtrudniejszym bossem w dodatku, ale w pamięć wryła mi się potężnie cała otoczka tego pojedynku. Nastrój starcia był świetnie budowany już od pierwszego spotkania w karczmie. Później schodząc w dół piwnicy Corvo Bianco, mijając martwych lub ledwo ruszających się, zakrwawionych gwardzistów czułem jak wzrasta adrenalina i napięcie. Motyw muzyczny z pobrzękiwaniem akordeonu w tle tylko nasilił ten efekt. Ale przechodząc do sedna, sama walka została fantastycznie zaprojektowana. Rzadko kiedy można zobaczyć w Wiedźminie tak rozbudowanego przeciwnika, który ma całą gamę wyjątkowych zdolności, animacji i efektów specjalnych. Upiorna „gracja” z jaką poruszała się bruxa, jej szybkość oraz kilka niespodzianek, które mi zafundowała zrobiły na mnie naprawdę spore wrażenie. Z drugiej strony po poznaniu jej słabych stron walka stawała się praktycznie tylko formalnością, ale że ja sobie nieco te starcie utrudniłem, to finalnie byłem bardzo zadowolony. Pojedynek z bruxą stanowił obiecujący wstęp do dodatku.

najciekawsza walka z bossem


redakcja-lukaszinhoLukas777

Wiedźmin 3: Dziki Gon

Bestia z Białego Sadu

W podstawowej wersji Wiedźmina 3 znajdziemy mnóstwo bossów, lecz tym do którego mam największy sentyment jest Bestia z Białego Sadu. Z krwiożerczym gryfem z temerskich pól spotkałem się jeszcze przed premierą gry, gdy jako jeszcze jako członek Warowni zostałem zaproszony do testów. Wtedy urzekła mnie sama otoczka i przebieg pojedynku z bestią. Walka z tym bossem ma to do siebie, że jej przebieg i miejsce akcji dają szerokie pole manewru w kwestii tego jak chcemy ją poprowadzić. Możemy przywołać Płotkę i walczyć samą kuszą galopując na pikującego gryfa, możemy strącać latającą bestię petardami i znakami bądź tradycyjnie, używać jedynie miecza. Niestety, przy wspomnianej okazji poległem i ze względu na ograniczony czas nie mogłem dokończyć pojedynku. Szkoda bowiem walka potoczyła się iście filmowo. Z tego powodu miałem niejako niedokończone porachunki z bestią, co przez kolejne miesiące czekania na premierę gry, potęgowało tzw. „hype”. Mimo, że walka z Bestią z Białego Sadu do najtrudniejszych nie należy, napięcie jakie zbudowało CD Projekt w przypadku tego questa jest naprawdę wyśmienite. Jest on właściwie kręgosłupem całego prologu, będąc świetnie wmontowanym w życie lokalnej społeczności. Co więcej, aby doszło do potyczki, musimy przejść przez kilka równie ciekawych zadań pobocznych. Samo przygotowanie i walka – zawsze w towarzystwie Vesemira – pozwala zaobserwować wiele smaczków związanych z wiedźmińskim fachem, czy też porównać podejście do sytuacji zarówno mentora i ucznia. Ubicie bestii buduje również swego rodzaju miejscową legendę o Geralcie, bowiem jeśli zauważyliście, dwaj rycerze z Toussaint, dzięki którym rozpoczynami przygodę z ostatnim dodatkiem wspominają, że by odnaleźć Białowłosego podążyli „śladem zabójcy gryfa z Białego Sadu”. Zarówno to, jak cały wątek gryfa to moim zdaniem historia wykonana „iście po sapkowskiemu”.

Serca z Kamienia

Olgierd von Everec

Serca z Kamienia to dla mnie osobiście najlepszy grywalny epizod o Geralcie z Rivii jaki kiedykolwiek powstał. Mimo, że w podstawowej wersji gry mięliśmy sporą listę „szefów”, to właśnie w tym dodatku można zaobserwować pewną zmianę podejścia do projektowania tego typu starć. Po dłuższym zastanowieniu, przeciwnikiem którego wybrałem jest Olgierd von Everec. Owszem, zacięte batalie z wielkimi bestiami zawsze dają masę frajdy, lecz widowiskowy pojedynek dwóch szermierzy to jednak prawdziwa uczta dla oka. Olgierd zaszpanował animacjami jakich do tej pory nie uświadczyliśmy w wiedźmińskiej serii. Wszystko to za sprawą oręża w jakie był wyposażony. Walka szablą to zupełnie nowe sekwencje ciosów, co w połączeniu ze specyficznym sposobem poruszania się hulaki, mnóstem nonszalancji i jego rewelacyjnie prezentującymi się zdolnościami nadprzyrodzonymi dało wspaniały efekt. Walka była dość wymagająca, a otoczka jaką zbudowali twórcy gry – ulewa, płonąca posiadłość, bardzo dynamiczny utwór Percivala w tle – nadała pojedynkowi niezapomnianego klimatu.

Krew i Wino

Dettlaff van der Eretein (drugie spotkanie)

Od pierwszych zapowiedzi ostatniego rozszerzenia fabularnego do Wiedźmina 3, twórcy anonsowali, iż w finałowej konfrontacji staniemy naprzeciw najtrudniejszego „szefa” w historii cyklu. Ruiny wampirzej twierdzy Tesham Mutna nocą z widokiem na całe Toussaint, powodująca opad szczeny choreografia cut-scenek ukazujących walkę wampirów, motyw muzyczny skomponowany wyłącznie na dla tego konkretnego przeciwnikika oraz trzy zupełnie różniące się od siebie fazy pojedynku – oto przepis na epickie starcie z wampirem wyższym. Są elementy, do które mi nie do końca zagrały, bowiem pierwsza faza jest kalką pierwszego pojedynku z tym samym jegomościem lub z Olgierdem von Everec. Jeśli chodzi o trzecią, która powinna wycisnąć z nas hektolitry potu i zmaltretować nerwy, ta jest banalna w porównaniu do wymagającej drugiej. Drugi etap daje nieźle w kość i mowa przede wszystkim o chmarach nietopyrzy, którymi bombarduje nas przemieniony już Dettlaff. Faza ta wygląda przecudnie, będąc jednocześnie brutalną, wymagającą precyzji i wyczucia. Jeśli takie mankamenty Wam nie w głowie, czeka Was epickie wyzwanie, różnorodność pod kątem rozgrywki i miła dla oka, filmowa otoczka. Do ideału daleko, lecz jak na realia Wiedźmina jest to interesujący eksperyment.

najciekawsza walka z bossem


redakcja-zireaelZireael

Wiedźmin 3: Dziki Gon

Eredin

Nad wyborem najciekawszej walki z podstawowej wersji trzeciej części Wiedźmina zastanawiałam się najdłużej. Ostatecznie wybór padł na… Eredina. Tak, wiem, jak tak można. Ale mimo wszystko to walka z królem Dzikiego Gonu była dla mnie tą najciekawszą pod różnymi względami. Oczywiście nie biorę tutaj pod uwagę poziomu trudności, gdyż więcej nerwów napsuł mi Imlerith. Jednak okoliczności starcia, czyli już końcówka gry, fakt, że Eredin odpowiada za śmierć Cracha, ma na rękach krew bliskich Geralta i pragnie dopaść Ciri, sprawiły, że w środku aż gotowałam się ze złości. To był TEN moment, gdy można było wszystko skończyć, przecież to wielki finał, grande finale. Ponadto ta epicka muzyka, piękne krajobrazy, ogień, pogoda oraz to przenoszenie się z miejsca na miejsce portalami sprawiły, że mimo wszystko właśnie tę walkę zapamiętam na dłużej.

Serca z Kamienia

Koszmar Iris

Pierwszy fabularny dodatek do Dzikiego Gonu posiadał niezwykle mroczny klimat. Piękną, acz tragiczną historię małżeństwa von Evereców poznajemy dosłownie od środka. Dlatego też aż tak ogromne wrażenie wywarła na mnie walka z koszmarem Iris. W tym starciu zagrało wszystko – oświetlenie, sceneria, szepty Olgierda (Wiedźmina będą chować, to i niebo płacze), jego okropeczny wygląd, animacje. W tym wypadku brak muzyki podczas walki działa na plus, potęguje odczucie strachu i jeszcze bardziej zagęszcza atmosferę. Kapitalne. Podobne uczucia towarzyszą mi podczas grania w Bloodborne – poddenerwowanie, lekkie przytłoczenie i kompletny brak umiejętności.

Krew i Wino

Zła Czarownica

W ostatnim dodatku było sporo trudniejszych i ciekawszych walk w porównaniu do podstawowej wersji gry. W moim przypadku wybór padł na Złą Czarownicę, którą spotykamy w Krainie Tysiąca Baśni. Nie dość, że sam projekt postaci był świetny, to jeszcze walka (pomimo lekkich trudności) wywoływała uśmiech na twarzy. Unoszenie się w powietrzu w bańce z garnkiem pełnym, jak to ujął Gerwant, bigosu w akompaniamencie jej śmiechu, przez który cierpnie skóra, zupełnie jak w przypadku Janice z Przyjaciół, idealnie oddało charakter postaci. Finałem jest walka z miotłą – ten aspekt całego starcia najbardziej mnie rozbawił. Jedna (albo jedyna) z walk, którą będę wspominać z uśmiechem.