Wiedźmińskie

Siedliszcze

Krew i Wino – recenzja

Krew i Wino - recenzja

Od premiery ostatniego już dodatku fabularnego do Dzikiego Gonu minęło naprawdę dużo czasu, zapewniamy, że zdajemy sobie z tego sprawę. Przez te pół roku mieliśmy sporo na głowie, ale nareszcie publikujemy nasze recenzje Krwi i Wina. W końcu, jak to mówią, lepiej późno niż wcale. Życzymy miłej lektury.

Krew i Wino – recenzja

Lukas77

Serca z Kamienia to opowieść, która jakby to rzec – “siadła mi idealnie” jeśli chodzi o główny wątek fabularny. Z drugiej jednak strony, cała reszta, łącznie z zadaniami pobocznymi, czy nowym fragmentem mapy była powtórką z rozrywki. Jak zawsze, wspomniane elementy trzymały jakość, lecz duże rozszerzenia fabularne moim zdaniem powinny mieć swoją własną tożsamość, nawiązującą do pierwowzoru, lecz w żadnym wypadku go nie kopiującą. Całe szczęście, Krew i Wino to już zupełnie inna bajka, zarówno w przenośni, jak i dosłownie. Co więcej, po czasie się okazało, że CD Projekt RED nie zrobiło dodatku, który najzwyczajniej w świecie zgarnął kilka, czy nawet sporo wyróżnień, a został uwaga… najlepszym erpegiem roku 2016! Nic więcej dodawać nie trzeba, lecz mimo to pokuszę się o krótką analizę.

Największą mocą Krwi i Wina jest przede wszystkim nowa lokacja, po jakiej pozwalają nam się poruszać twórcy. Wirtualne Toussaint mogę bez wahania dopisać do listy najpiękniejszych światów po jakich mogłem się poruszać w grach wideo. Światów, ponieważ zarówno wielkość mapy, sposób jej zagospodarowania, jak i bogactwo oferowanych krajobrazów sprawiają, iż wspomniany obszar na to miano zasługuje. Niemal każdy zakątek “krainy wina i miłości”, zachęca do eksploracji żywą kolorystyką, a ciekawski gracz będzie sowicie wynagradzany raz za razem, kiedy tylko zdecyduje się odkrywać jej niezliczone sekrety. W obrębie terenów księstwa znajdziemy gęste lasy, dorzecza, dolinki, czy co najważniejsze; wzgórza pokryte rozległymi uprawami winorośli i dumnie piętrzące się nad nimi winnice. Tą magiczną wisienką na torcie jest miasteczko Beauclair z powalająco prezentującym się pałacem, wyrastające majestatycznie nad całą krainą. Jest ono doskonale wyeksponowane, gdyż w wielu istotnych dla głównego wątku momentach widzimy je w tle. Dzieje się tak choćby podczas samego wjazdu do Toussaint, na początku historii, ale też podczas walki z ostatnim bossem. Wszystko to dowodzi, iż projekt lokacji nie jest dziełem przypadku, a każda decyzja z nim związana została przemyślana przez pryzmat zadań, czy nawet przerywników filmowych.

W kwestii budowania klimatu, REDzi przeszli samych siebie i widać to na każdym kroku. Niezależnie od tego czy jesteśmy entuzjastami Wiedźmina w sielankowych lub wręcz bajkowych klimatach, czy też wolimy wyniszczone przez wojnę, soczyście słowiańskie Velen, byłoby karygodnym czepiać się tego, jak wykreowano atmosferę Toussaint. Mnóstwo słońca, ćwierkające ptaszki, fruwające tu i ówdzie motyle, żywa i intensywna zieleń łamana co jakiś czas różnobarwnymi kwiatami to obrazki wyjęte z bajki. Zarówno przebywanie na otwartej przestrzeni, jak i w samym Beauclair to prawdziwa uczta dla oka i poczucie przebywania w zupełnie innym świecie. Brukowane uliczki miasteczka tętnią życiem, tu i ówdzie przechadzają się elegancko wystrojeni jegomoście, dumnie spacerują urodziwe damy, a na rynku przygrywają grajkowie dla tych, którzy ucztują i upajają się winem. Co kawałek widzimy stragany obfite w egzotyczne towary i skrzynie pełne soczystych arbuzów. W tym roku podobnych wrażeń dostarczyło mi Final Fantasy XV, a Krew i Wino, równie skutecznie jak dzieło Square Enix zabrało mnie do zupełnie innej rzeczywistości. Takiego czegoś do tej pory nie uświadczyłem w grach, gdyż jest tu po prostu świeżo i inaczej. Krew i Wino jest jak to się mówi “standalone”, czyli niemalże osobną produkcją, którą spokojnie można by rzucić do tłoczni, zapakować w pudełka i sprzedawać jako spin-off Dzikiego Gonu.

Kolejna sprawa to fabuła oraz zadania. Tutaj, po raz kolejny przywołam najnowsze Final Fantasy, gdyż temu porównaniu po prostu nie można się oprzeć. Produkcja Square Enix powstawała okrągłe dziesięć lat, Krew i Wino nieco ponad rok. Ciekawe jest więc to, że jeśli chodzi o narrację głównego wątku i intensywność jego zadań, dzieło japończyków wypada po prostu blado w porównaniu do wiedźmińskiego rozszerzenia. Nie chodzi tu o kwestię gustu, czy też samą długość (obie produkcje są porównywalne, możliwe że z lekką przewagą KiW) lecz po prostu o rozmach czystą statystykę. Same zadania poboczne są moim zdaniem najlepszymi jakie udało się do tej pory napisać REDom. Po raz kolejny humor, dreszczyk emocji czy solidna porcja akcji zostały umiejętnie połączone, lecz dodatkowo, okraszone rewelacyjnej wyreżyserowanymi scenkami przerywnikowymi. Widać, że z każdym kolejnym dziełem twórcom wychodzi ten element coraz lepiej.

Opowieść jaką serwuje Krew i Wino ma swoje mocne jak i słabsze strony. Na pewno jest dłuższa i o wiele bardziej rozbudowana niż scenariusz Serc z Kamienia, przez co moim skromnym zdaniem, REDzi wpadli w małą pułapkę. Pod kątem rozgrywki, główny wątek dodatku to arcydzieło, naszpikowane akcją po brzegi, oferujące jeszcze bardziej filmowe sceny, pełne głębi dialogi i masę zwrotów akcji. Sam przebieg scenariusza trzyma jednak w napięciu do pewnego momentu – mniej więcej do trzech czwartych fabuły. Wtedy bowiem następuje najistotniejszy zwrot akcji i według mnie, stało się to zdecydowanie za wcześnie. Kiedy odkrywamy tajemnicę, która wodziła nas za nos od samego początku opowieści, dalszy etap nie sprawia już takiej satysfakcji z poznawania fabuły. Tak czy owak, jest świetnie. Opowieść ma swoje momenty, tym razem takie przez wielkie “M”. Wizyta w krainie bajek, inwazja wampirów na miasto, odkrywanie tajemnicy domu kolekcjonera łyżek – krótko mówiąc epickość i solidna dawka emocji.

Jeśli chodzi o minusy, Krew i Wino zawiodło mnie w kwestii pancerzy. Niestety, od pierwszego kontaktu z podstawką, aż do ukończenia ostatniego dodatku, nigdy nie byłem w pełni usatysfakcjonowany wyglądem rynsztunków Geralta. Co prawda, mamy opcję ich farbowania z czego co rusz skorzystałem malując wszystko na swój ulubiony kolor, czyli czarny. Mimo tego, chciałbym otrzymać kilka nowych wariantów opancerzenia, a niestety, zbroje płytowe wszelakiej maści to ani rozwiązanie dla mnie, ani dla samego Białego Wilka. Arcymistrzowskie poziomy wiedźmińskich pancerzy również nie zachęciły mnie do ich zdobywania. Całą sytuację uratowała zbroja cechu mantikory, której ze względu na sentyment oraz to, że poza nią i tak nie ma w co się ubrać, była największym obiektem pożądania przez pierwsze godziny zabawy z dodatkiem.

Kolejną rzeczą, która mnie zawiodła, chociaż zbytnio nie przeszkadzała jest rozwój postaci. Mamy mutacje, mamy nowe możliwości, lecz to nadal mnie nie przekonało. Szczerze mówiąc, wolałbym nowe drzewko z nowym zestawem umiejętności, które urozmaiciłyby system walki pod kątem wizualnym. Mowa o nowych typach uników, rodzajach cięć, czy kontr. Z magicznymi znakami, również dałoby się coś wykombinować.

Powyższa recenzja, a w zasadzie przemyślenia na temat dodatku Krew i Wino można by snuć bez końca. Można by się rozpisywać o świetnie wykreowanych postaciach, poszczególnych aktywnościach, zarządzania winnicą, największej jak dotąd dawce tzw. easter egg’ów, epickich walkach z bossami i nie tylko. Jedno jest jednak pewne – CD Projekt RED po raz kolejny podniosło sobie poprzeczkę, zrobiło jeszcze więcej tego do czego nas przyzwyczaiło, wykonało to dużo lepiej i podało w kompletnie odświeżonej formie. Nie wszystkie decyzje dewelopera były w stu procentach trafione, lecz Krew i Wino to i tak dzieło wybitne, bogate w wysokiej jakości treść, piekielnie wciągające i oferujące niezapomniane wrażenia. Jak wspomniałem na wstępie, rozszerzenie fabularne powinno posiadać własną tożsamość i mało które, ma ją tak wyrazistą jak opowieść rozgrywająca się w Księstwie Toussaint.

Strony: 1 2 3