Wiedźmińskie

Siedliszcze

Gwint: Wiedźmińska Gra Karciana – wrażenia z testów w siedzibie CD Projekt RED

Pod koniec czerwca, otrzymaliśmy zaproszenie na testy wiedźmińskiej karcianki oraz prezentację jej trybu fabularnego. Z uwagi na fakt, iż prace nad nową stroną ruszyły pełną parą postanowiliśmy przesunąć publikację artykułu, związanego z tym wydarzeniem. Za to duże opóźnienie przepraszamy, lecz już dzisiaj, w związku ze zbliżającym się testami wersji beta, wspomniany tekst publikujemy i zapraszamy do dyskusji.

Zaprojektowanie mini-gierek dla Wiedźmina 3 było nie lada zadaniem dla ekipy CD Projekt RED. Testowano różne opcje począwszy od rzucania nożami na archipelagu Skellige, konkursów na picie alkoholu nawiązujących do aktywności z pierwszej odsłony lub kościanego pokera, który w finalnej wersji jednak się nie znalazł, głównie przez kwestie czysto techniczne. Główny projektant questów do Dzikiego Gonu, Mateusz Tomaszkiewicz, wyjawił nam jednak, iż zespół najbardziej pragnął posiadania własnej karcianki. Inspirowano się wieloma projektami pokroju tej ze słynnego KOTOR’a, czy z jednej z odsłon serii Final Fantasy i tak oto, po wielu podejściach oraz nieprzespanych nocach, do Trójki zawitał Gwint – krasnoludzka gra karciana znana z kart powieści Andrzeja Sapkowskiego.

Dziś Gwint to coś zupełnie innego niż tylko i wyłącznie mini-gra, której partyjki rozgrywać możemy posiadając pełną wersję trzeciej odsłony przygód Białego Wilka. Gwint jest dzisiaj organizmem samodzielnym, który żyje własnym życiem, pozwala toczyć pojedynki w ramach trybu multiplayer i co więcej, oferuje kilkadziesiąt godzin fabuły przedstawionej w sposób jakiego, przynajmniej ja, się nie spodziewałem. Przed Wami Gwint: Wiedźmińska Gra Karciana, którą na dobry początek wakacji, miałem okazję przetestować w siedzibie CD Projekt RED w Warszawie. Zapraszam więc do przeczytania poniższych wrażeń.

Kiedy podczas rozmowy z Mateuszem Tomaszkiewiczem zapytałem, co skłoniło zespół do podjęcia takiego kroku, i stworzenia samodzielnej wersji karcianki odpowiedź była prosta: „Już około pół roku od premiery Wiedźmina 3 byliśmy dosłownie zalewani mailami i prośbami na portalach społecznościowych oraz forach”. Ponadto, wspomina on, że powstało już ponad dwadzieścia wersji fanowskich Gwinta, więc był to jasny sygnał, że warto posłuchać społeczności o podejść do tematu na poważnie. Obecnie Mateusz jest odpowiedzialny za warstwę fabularną Wiedźmińskiej Gry Karcianej, lecz o tym nieco później – najpierw rdzeń rozgrywki tego właściwego członu produkcji.

Warto zacząć od jednej z najistotniejszych kwestii a mianowicie tego, że nowy Gwint będzie tytułem udostępnionym w formule free-to-play. Już za kilka dni będziemy mięli okazję wziąć udział w zamkniętych testach beta na PeCetach oraz Xboksach One, a nieco później na PlayStation 4. Co ciekawe, jednym z głównych celów dewelopera jest umożliwienie graczom zabawy w ramach opcji cross-play, więc niezależnie od platformy, na której odpalimy Gwinta, będziemy mogli bawić się z każdym. Oczywiście, gra musi jakoś na siebie zarabiać więc pojawią się niestety, opcjonalne mikrotransakcje zawierające m.in. paczki kart (4 losowe karty), czy też inne dodatki, o których jeszcze na ten moment więcej nie powiedziano. Wiemy również, że kampanii fabularnych będzie kilka i będą one niestety płatne. Niemniej, darmowy dostęp do trybu multiplayer to rzecz najistotniejsza, więc skupmy się teraz na tym elemencie.

Rzeczą, która niezmiernie cieszy jest to, że Gwint nie jest projektem żywcem wyciętym z Trzeciego Wiedźmina, jedynie w celu podpięcia „multika” i zaspokojenia głodu fanów. Nowe dzieło CD Projekt RED to produkcja tworzona od podstaw, z całkiem nową otoczką, muzyką, nowymi mechanikami i trybami rozgrywki. Jak wspominają twórcy, nad projektem pracuje około 50 osób, z czego część to osoby nowe, a część to weterani projektowania Dzikiego Gonu. Do Gwinta studio podeszło więc całkowicie na poważnie i po ograniu kilku partyjek oraz obejrzeniu prezentacji śmiem twierdzić, iż widać to gołym okiem.

gwint003

W nowej wersji karcianki dane mi było rozegrać cztery partyjki. Ogólnie, na prezentację zawitało 10 osób, więc twórcy podzielili nas w dwójki i mięliśmy trzy kwadranse na zabawę z osobą ze stanowiska komputerowego mieszczącego się na przeciw. Pierwsze co rzuca się w oczy to nowa otoczka graficzna, odmieniony wygląd wirtualnego stołu i przede wszystkim masa smaczków wizualnych innego kalibru, np. animowane karty. Projektanci podkreślają, iż tym razem chcieli uczynić grę dużo bardziej żywą, ciekawszą i atrakcyjniejszą przez co dodano masę różnego rodzaju efektów. Wspomnianymi animowanymi kartami są tzw. karty premium, które posiadają specjalne umiejętności, a wizerunki postaci na nich umieszczonych są w pełni animowane. Udało mi się zobaczyć jedną z nich, a była nią karta Biesa. Potwór widniejący na karcie oddychał, miał świecące ślepia, drzewa z jego plecami poruszały się na wietrze, a stojącemu przed nim wiedźminowi powiewał płaszcz. Wygląda to naprawdę ciekawie, ale to dopiero początek smaczków jakie zaimplementowali twórcy.

Kolejną nowością jaką wprowadzono do Gwinta jest masa wszelkiego rodzaju efektów dźwiękowych. Teraz karty rzucane przez nas na stół po prostu żyją, a dokładniej, odzywają się. Zagramy trollem skalnym – bestia okropnie zaryczy, a pad trzymany przez nas w ręku zawibruje. To samo tyczy się innego rodzaju monstrów, które gulgoczą, prychają, skrzeczą, charczą i czort wie jeszcze co. Oczywiście inne jednostki również dokładają swoje trzy grosze, jak na przykład żołnierze wydający okrzyki bojowe i wiele więcej. Jest więc ciekawie, a często nawet śmiesznie, jak w przypadku specyficznych, niecenzuralnych okrzyków znanego z kart powieści, Feldmarszałka Dudy. Jak wspomnieli twórcy, rozmawiać między sobą mogą zarówno jednostki umieszczone po przeciwnych stronach barykady, jak i te w obrębie własnej armii/talii.

gwint004

W kwestii samej rozgrywki, warto wspomnieć, iż teraz przed rozpoczęciem partyjki możemy wymienić 3 karty zamiast dwóch, jak miało to miejsce dotychczas. Przebalansowano również poszczególne talie, efektem czego jest to, że teraz wszystkie z nich są obfite w wszelakiej maści bonusy, mnożniki, umiejętności powielające karty w rzędzie i nie tylko. Jak twierdzi jeden z deweloperów, Gwint w formie PvP to zupełnie inna para kaloszy. W Wiedźminie 3 już pod koniec rozgrywki dysponowaliśmy tak mocną talią, że nie straszny był nam żaden przeciwnik. Tutaj, z racji tego, iż na przeciwko nas zasiada drugi gracz, podejście musiało zostać mocno zmienione, dlatego głównym zadaniem był całkowicie inny balans.

W ruchu wygląda to wyśmienicie. Na wirtualnym stole dzieje się bardzo dużo, zależności pomiędzy kartami jest teraz kilkukrotnie więcej niż uprzednio, przez co musimy poświęcić więcej czasu na ich przestudiowanie. Rozgrywka zyskała dzięki temu dużo więcej dynamiki, momentami staje się szybsza, a co więcej, sama zabawa z przeciwnikiem, który nie jest sterowany przez komputer to czysta frajda. Teraz widok „ręki” został zmieniony, więc nie widzimy już cyferki symbolizującej liczbę kart przeciwnika, lecz są one wyłożone jedna obok drugiej u góry ekranu. Kiedy przeciwnik przegląda swoje karty, my widzimy podświetlenie tych, które w danym momencie sobie przebiera. Jest to bardzo fajny pomysł, bo zupełnie jak w rzeczywistości, możemy zaobserwować kiedy oponent się waha, nie może zdecydować, którą z nich zagrać, przebierając nimi jak najęty. Co więcej, wymaga to również od nas użycia szarych komórek i policzenia sobie na własną rękę, ile kart trzyma nasz rywal. Zmiana jak najbardziej na plus!

gwint005

Czterdzieści pięć minut to zbyt mało aby dokładnie wgryźć się w mechanikę Wiedźmińskiej Gry Karcianej i wyłapać wszystkie nowości. Oprócz tego, razem z Zireael udało nam się rozegrać dwie partyjki podczas tegorocznego Warsaw Games Week – przyznaję, poległem 🙁 – lecz więcej funkcjonalności opiszemy przy okazji wrażeń z testów wersji beta, które ruszają już za dwa dni. Na kilkaset godzin spędzonych w Dzikim Gonie, z Gwintem bawiłem się tylko kilka, lecz w przypadku samodzielnej wersji, wiem że tym razem przyciągnie mnie ona do ekranu na znacznie, znaczniej dłużej. Tym samym zamknijmy więc kwestię mechaniki i przyjrzyjmy się teraz samemu trybowi fabularnemu.

Zapowiadając nowego Gwinta wspomniano również o trzech dziesięciogodzinnych kampaniach fabularnych. Niestety, singla nie dane nam było przetestować. Zamiast tego, jeden z deweloperów, we wspomnianej wcześniej prezentacji, przedstawił sporo informacji na jego temat, omawiając jednocześnie fragment rozgrywki. CDPR będąc wierne swojej filozofii, przykłada się do swoich projektów należycie, więc i forma kampanii fabularnej w wiedźmińskiej karciance okazała się dużym zaskoczeniem.

gwint002

Mamy więc mapę świata, po której możemy się dowolnie poruszać. Świat nie jest co prawda otwarty, lecz mamy sporo swobody i jest tam co robić. Rozgrywka została ukazana z rzutu izometrycznego, a my poruszamy się Geraltem po wykreowanej przez REDów krainie. Tradycyjnie, podczas wędrówki natykamy się na wszelakiej maści aktywności. Podczas prezentacji pokazano quest, gdzie Geralt będąc wynajętym przez grupę najemników miał za zadanie pomóc im przeprawić się przez niebezpieczny las. Na pewnym etapie, cala grupa dociera do opuszczonej chaty, gdzie postanawia odpocząć i w miejscu tym, zaczyna dziać się więcej. Jak można było przewidzieć, w momentach kulminacyjnych pojawia się partyjka Gwinta, którą musimy rozegrać, aby przejść do dalszego etapu. W ten sposób możemy więc rozegrać, przykładowo walkę z napotkanym potworem, czy też innym przeciwnikiem. Przypuszczam, że będziemy również grać o nagrody, o dostęp do danego miejsca i tak dalej.

Na uwagę zasługuje fakt, iż w grze pojawiają się wyreżyserowane scenki, w formie animowanego komiksu. Jeśli pamiętacie komiksowy wstępniak służący jako intro do Dzikiego Gony, czy przerywniki okraszone narracją Jaskra podczas ekranu ładowania, to w Gwincie możecie spodziewać się czegoś podobnego. Tym razem będą tam jednak również dialogi. Na tamten moment, tzn. w czerwcu, wszystko wyglądało nieco statycznie, lecz deweloperzy wspomnieli, że jest to dopiero wczesny etap prac. W dniu premiery postacie będą poruszać ustami podczas rozmów, a na ekranie zobaczmy więcej „żyjących” elementów, jak choćby animowane otoczenie. Co więcej, wszystkie dialogi będą dubbingowane przez aktorów znanych z Wiedźmina 3 i również w tym przypadku, powstanie kilka lokalizacji.

CD Projekt RED nie byłoby sobą gdyby zapomniało o systemie wyborów i konsekwencji. Podróżując, możemy jak to zwykle bywa, się na coś lub kogoś natknąć. Za przykład niech posłuży sytuacja, gdzie Geralt znajduje opuszczone ruiny. Pojawia się więc wybór, czy mamy tę lokację zbadać lub też zignorować i ruszyć w dalszą drogę. Jeśli zdecydujemy się wkroczyć do lokacji, wtedy gra zaserwuje nam całą komiksową otoczkę i wprowadzone zostają elementy fabuły. Badając te ruiny możemy usłyszeć narratora opisującego całą sytuację, w której znalazł się Biały Wilk, od czasu do czasu wpadną nam w ucho tradycyjne monologi białowłosego cynika. W takiej sytuacji zostaje uruchomiona nasza wyobraźnia, więc momentami można to porównać ze słuchaniem wiedźmińskiego audiobooka… Potem pojawia się również partyjka Gwinta, która zadecyduje o powodzeniu naszego wyboru. Wygrywając możemy coś zdobyć. W przypadku oglądanej przeze mnie prezentacji, była to karta z zaklęciem, co według dewelopera można uznać za konsekwencję naszego wyboru.

Moją krótką przygodę z grą GWINT: Wiedźmińska Gra Karciana mogę uznać nie tylko za doświadczenie ciekawe w ogólnym odbiorze gry, ale przede wszystkim za spore zaskoczenie. Niezmiernie cieszy fakt, że gra nie jest wyciętą mini-gierką, udostępnioną w formie rozgrywek wieloosobowych. Nowy Gwint to pełnoprawne dzieło oparte na mechanice, pokochanej przez miliony graczy. Tytuł oferuje zacięte pojedynki PvP i uzupełnia uniwersum zupełnie nową formą trybu fabularnego, wprowadzającego nowe postacie – te z książek oraz kolejne, wykreowane przez REDów. Produkcja w swojej koncepcji zapowiada się rewelacyjnie, i bez wątpienia może być od teraz jedną z głównych atrakcji na wszelkiego rodzaju imprezach dla fanów Białego Wilka i nie tylko. Sami deweloperzy przyznali, że jeśli chodzi o turnieje Gwinta, na pewno będą myśleć o tym, aby takie inicjatywy wspierać. Oby, bowiem całość zapowiada się miodnie!