Wiedźmińskie

Siedliszcze

Droga do Wiedźmina 3 + konkurs!

Zireael

Moja przygoda z Wiedźminem zaczęła się w gimnazjum, jeszcze przed wydaniem pierwszej części gry i na całe szczęście trwa do dzisiaj. Droga, którą przeszłam od Ostatniego Życzenia do Pani Jeziora, a później przez produkcje REDów, aż do chwili obecnej, była i nadal bywa dosyć wyboista, ale niczego nie żałuję. Zacznijmy jednak od początku. Razem z koleżanką byłyśmy fankami fantasy – dla mnie był to czas Opowieści z Narnii, Władcy Pierścieni, Hobbita, czytywałam również Neil’a Gaiman’a. Jednak żadna historia nie wciągnęła mnie tak, jak przygody Geralta z Rivii. Sagę pochłonęłam w kilka miesięcy, gdyż bywały problemy z dostępnością tomów w szkolnej bibliotece. Co zabawne, panie z biblioteki miejskiej (które serdecznie pozdrawiam) nie chciały mi wypożyczyć tej wspaniałej lektury, twierdząc, że nie są to książki dla dziewczyny, na dodatek kilkunastoletniej. Bibliotekarki sprawiły, że za wszelką cenę musiałam te tomiszcza zdobyć.
Gdy za pierwszym razem skończyłam Sagę, było mi naprawdę smutno, czułam lekkie rozczarowanie i pustkę. Jednak kiedy przyszedł czas na kolejne sesje z Wiedźminem, to wiele rzeczy mi się rozjaśniło, zwracałam uwagę na inne kwestie, a zakończenie okazało się być jednym z najpiękniejszych w mojej dosyć krótkiej historii czytelnictwa. Nawet dzisiaj przypominając sobie szczegóły fabuły odkrywam nowe rzeczy. Żeby z tego tekstu nie wyszedł pamflet opiewający niezwykłe pióro Sapkowskiego – inny odbiór podyktowany jest z pewnością wiekiem, ponieważ na przestrzeni lat człowiek się przecież zmienia. Niemniej Mistrz Polskiej Fantastyki bez powodu Mistrzem nie został. Nadal nie mogę wyjść z podziwu, że ktoś taki jak Pan Andrzej, pisze w tak cudowny sposób o ludzkich uczuciach, miłości, przyjaźni, czy stracie. Jestem mu niezwykle wdzięczna za to, iż nie raz ratował mnie przed szarą i niekiedy przykrą rzeczywistością w pewnym stopniu ukształtował mnie jako człowieka i uwrażliwił. Dodatkowo uświadomił mnie, że świat ludzi dorosłych niestety nie jest tak piękny, jak mi się wydawało. Zdjął różowe okulary i w pewnym stopniu przygotował na nadchodzące zmiany, które gdzieś tam nam mnie czekały.
Już od czasów grania na Pegasusie wiedziałam, że w przyszłości chciałabym zająć się czymś związanym z grami. Produkcje wychodzące spod strzechy REDów utwierdziły mnie w tym przekonaniu i pomogły podjąć ważne decyzje. CD Projekt to nie tylko marka, studio, ale przede wszystkim ludzie. Widząc ich zapał, pasję, uczestnicząc w ubiegłorocznych prelekcjach, które miały miejsce na PGA, wiedziałam już na pewno, co chcę robić w życiu, nie zwracając uwagi na to, co pomyślą sobie inni. Jak powiedział Marcin Iwiński – „dare to be different”.

Mój drobny udział w dziennikarskiej stronie branży gier rozpoczął się niewiele ponad rok temu. Od niedawna jestem na stażu na pewnym portalu, gdzie na chwilę obecną piszę głównie o Wiedźminie, a w niedalekiej przyszłości może z tego powstać coś większego. Naprawdę bardzo się cieszę, że nareszcie coś w tym kierunku ruszyło, a w dużym stopniu skłonili mnie do tego (raczej nieświadomie) Łukasz i Michał.
Wielu ludzi nie rozumie dlaczego fikcyjna postać ma tak ogromny wpływ na popkulturę. Jest to temat na oddzielną dyskusję, ale najważniejszym faktem dla mnie jest to, że Geralt – mutant, uczy nas jak być dobrym (o ironio) człowiekiem i pokazuje, co jest w życiu ważne. Być może wpadam już w patos, ale to dzięki Białemu Wilkowi zdałam sobie sprawę jak ogromną rolę mają w naszym życiu przyjaciele, którzy z biegiem czasu stają się naszą drugą rodziną, że na płocie okrakiem siedzieć nie można, ale wystarczy wyzbyć się nienawiści do obu stron konfliktu. Jednocześnie należy mieć w głowie słowa Yarpena, że trzeba żyć tak, aby nikogo nie prosić o wybaczenie. Wydaje mi się, że najważniejsze jest to, by nie prosić o wybaczenie samego siebie, by pozostać wiernym swoim przekonaniom i nigdy nie dać za wygraną. Przecież między innymi dzięki takiemu podejściu Geralt, Ciri i Yen w końcu się odnaleźli. Biały Wilk miał dodatkowo drużynę, która pchała go dalej, dlatego tak bardzo ważni w naszym życiu są ludzie, którzy są w stanie nas nakierować, podnieść na duchu i natchnąć odwagą. Każdy bohater z wiedźmińskiej Sagi czegoś nas uczy, zwraca na coś uwagę i nie jest istotne, czy jest on dobry, czy zły. Nie ma krystalicznie czystych postaci, każdy ma coś za uszami, ale to czyni ich bardziej ludzkimi i podobnymi do nas.

geralt-yen-art-001

Skoro dziewiętnasty maja zbliża się wielkimi krokami, to skupię się teraz na mojej przygodzie z grami. Do edycji rozszerzonej pierwszej części zasiadłam jakiś czas po premierze. Wówczas grałam w to, co udźwignął komputer, a więc miałam na swoim koncie dwie części Gothica, GTA III, Vice City i wiele innych, mniej znaczących produkcji. Wiedźmin chwilami ścinał i to bardzo, mimo że grałam na najniższych ustawieniach. Nie zniechęciło mnie to jednak do ukończenia przygód Białego Wilka. Byłam zachwycona swojskością i prawdziwością gry, muzyką, fabułą, a przede wszystkim faktem, że widzę bohaterów, których do tej pory tylko sobie wyobrażałam.
Czekając na kolejną odsłonę po cichu liczyłam na to, że w końcu zobaczę moje dwie ulubione postaci – Yen i Ciri. Jak wiemy, tak się nie stało, ale chłonęłam każdą, nawet najmniejszą wzmiankę o ukochanych dziewczynach Geralta i w pewnym stopniu mi to wystarczyło. W międzyczasie widziałam ten nieszczęsny serial i film, ale jak sami wiecie, nie ma się co na ten temat rozpisywać. W Wiedźmina 2 zagrałam dopiero po maturze, również w edycję rozszerzoną, która stała na półce bardzo długo, kurzyła się i czekała na nowy komputer. Wówczas po raz pierwszy w życiu nie mogłam podjąć jednoznacznej decyzji. Chodzi oczywiście o końcówkę Aktu I, gdy musimy zdecydować, czy pomagamy Iorwethowi, czy Vernonowi. Miotałam się tak przez kilka dni, a dla osób, które graczami nie były, było to delikatnie rzecz ujmując, dziwne.
Przywołuję ten przykład dlatego, żeby pokazać jak fantastyczną robotę wykonali REDzi. Owszem, wkręcam się w fantastyczne uniwersa, szczególnie growe, ale żeby podejmowane decyzje robiły ze mną takie rzeczy, to jeszcze się nie zdarzyło. Później przyszedł długo przeze mnie odkładany Mass Effect, który wywarł na mnie podobne wrażenie, ale z Wiedźminem nie ma co porównywać. Staram się nie ograniczać w gatunkach gier, ale na mojej półce prym wiodą erpegi. Do trójki wspaniałych należą Wiedźmin, Mass Effect i Dragon Age. Od czasu do czasu mam ochotę odstrzelić kilka głów, a do tego świetnie nadaje się najnowsze GTA, które jest jedną z najlepszych gier w jakie grałam. Chętnie zasiadam również do przygodówek, które niejednokrotnie potrafią chwycić za serducho. Myślę, że nigdy nie zapomnę duetu Lee i Clem z The Walking Dead, historii z Life is Strange, która nadal trwa, pokręconej fabuły z The Wolf Among Us, ani przedziwnego Fahrenheit’a.

wiedzmin-3-002

Wracając do Wiedźmina, obydwie części produkcji znad Wisły przeszłam kilkukrotnie, a gdy usłyszałam, że powstaje kolejna odsłona, śledziłam każdą wypuszczaną w świat informację. Tak oto znalazłam Warownię, gdzie teraz mogę się z Wami dzielić tym, co mi na wątrobie leży, za co jeszcze raz dziękuję Chłopakom. 🙂
Jak widać uniwersum Wiedźmina zajmuje ważne miejsce w moim życiu, dlatego trzeciej części wypatruję z utęsknieniem. Wszyscy dobrze wiemy, że zapowiada się niesamowicie, zarówno pod względem graficznym, jak i otwartości świata. Ja jednak najbardziej czekam na fabułę, zadania, bohaterów, którzy wyglądają dużo lepiej, niż ich sobie wyobrażałam. Uwielbiam historię Geralta, Yen i Ciri, i cieszę się, że REDzi nareszcie zdecydowali się ją pokazać. Wierzę, że podołali wyzwaniu, i że w żadnym wypadku się nie zawiodę. Ufam, iż poczuję zapach bzu i agrestu, poznam Ciri jako małego bąbla biegającego po Warowni oraz, że zobaczę wyciskające łzy spotkanie tej dysfunkcyjnej rodziny po latach. Czekam na tę historię, która tak głęboko we mnie utkwiła i zmieniła.
Im bliżej dziewiętnastego maja, tym ciężej przychodzi czekanie, tym bardziej, że niemal codziennie jesteśmy raczeni nowymi informacjami. Przeżyliśmy przekładania premiery, to i kilkanaście dni przetrzymamy. Przyznam, że pomimo nawału newsów nie dociera do mnie, że premiera już za kilkanaście dni. Wydaje mi się, iż samo oczekiwanie daje na swój sposób frajdę, jednocześnie chwilami doprowadzając do szaleństwa. Owszem, niedługo wsiąkniemy w ten świat, ale grę w końcu przejdziemy i co dalej? Coś się kończy, coś się zaczyna, ale hej, przecież będą dodatki. Do zobaczenia na szlaku, wiedźmini! 🙂

Strony: 1 2 3 4