Wiedźmińskie

Siedliszcze

Droga do Wiedźmina 3 + konkurs!

Lukas77PL

Moja droga do Wiedźmina 3 jest dosyć specyficznym etapem w życiu, ponieważ co tu dużo mówić – jeszcze dwa lata temu nie byłem fanem uniwersum, nie znałem historii Białego Wilka i nawet nie czekałem na trzecią odsłonę serii. Brzmi to dosyć dziwnie zważając na to, czym się teraz zajmuję i do czego dążę w mojej najbliższej przyszłości. Zanim jednak przejdę do tej zawiłej opowieści, napiszę co nieco o mojej osobie, aby przybliżyć inne moje pasje.
Moje imię już znacie, a co do pochodzenia,wychowałem się w małej miejscowości o nazwie Słupia graniczącej ze słynnym Pacanowem – tak, tym od Koziołka Matołka. Jak by nie patrzeć, dobre zaplecze pod odbiór Wiedźmina mam we krwi, gdyż dorastanie w wiejskim klimacie mówi samo za siebie. Dochodzą do tego wędrówki z dziadkiem po łąkach i zaroślach, które ukształtowały zmysł eksploratora czy niepowtarzalna atmosfera towarzysząca żniwom – widząc w Wiedźminie 3 bezkresne pola pełne łanów zboża nie sposób się nie uśmiechnąć. Obecnie większość czasu spędzam w Kielcach, gdzie studiuję filologię angielską.

wiedzmin-concept-art-001

Teraz czas na moje zainteresowania. W tej kwestii trudno mi się jednoznacznie wypowiedzieć, gdyż jest ich dosłownie masa, a gry komputerowe jako największa pasja są po prostu spoiwem, które je łączy. Jeśli miałbym jednak wymieniać to po pierwsze – piłka nożna. Ulubiony klub to Juventus Turyn, a piłkarz – Alessandro Del Piero. Co do serii gier piłkarskich, z ciekawością sprawdzam wszystkie, lecz moje serce bije odkąd pamiętam dla Pro Evolution Soccer, gdzie gram w każdą kolejną odsłonę od około dwunastu lat. Wszystko to powyżej w ogólnym rozrachunku sprowadza się do tego, że no cóż… – potencjalny transfer przeprowadzony przez Juve nie interesuje mnie przez pryzmat tego jak poradzą sobie w rozgrywkach, ale jakie staty będzie miał nowy nabytek w PES’sie. 🙂
Poza futbolem pasjonuje się również mieszanymi sztukami walki, na które zwróciłem uwagę również dzięki grze wideo – UFC Undisputed 2010 na konsolę PlayStation 3. Przerodziło się to w istny nałóg w postaci zarywania nocek przy transmisjach zza oceanu lub ślęczenia przed monitorem i studiowania tabelek ze statystykami zawodników czy ich życiorysów. Miesiąc temu spełniłem zaś jedno ze swoich marzeń i pojechałem na galę organizacji UFC, która odbyła się w Krakowie. Inne pasje to w pewnym stopniu militaria – głównie czytanie literatury faktu poświęconej tematyce spec-war (z tego powodu ubolewam nad spartaczeniem Medal of Honor: Warfighter), filmy – czy to w domu czy to w kinie oraz ostatnio, może nie nazwę tego pasją ale kolejnym zainteresowaniem – kultura japońska i m.in oglądanie anime (po jakimś czasie planuję zabrać się również za naukę języka – byłby to już mój trzeci). Co do książek, wszystko co się nawinie i jest wciągające.
Zatrzymajmy się jednak tylko i wyłącznie przy grach. Tak więc, nie mam konkretnego gatunku którego się trzymam i gram dosłownie we wszystko, jeżeli jest po prostu dobre, wciągające i wyróżnia się na tle innych produkcji. W rezultacie, jeśli Ubisoft wypuściłby kolejne cudeńko jak Child of Light czy Valiant Hearts, które by mnie cholernie poruszyło, to nawet Wiedźmin 3 nie byłby wstanie przeszkodzić mi nazwać taki tytuł grą roku. Z tego powodu trochę mnie cieszy, że w tym roku raczej nie pojawi się Deus Ex: Mankind Divided, ponieważ wybór między tym, a Wieśkiem byłby dla mnie niewyobrażalnie ciężki. Jeśli chodzi o inne gry, wychowałem się głównie na GTA, Pro Evo, Tekken’ach czy seriach Need for Speed i Far Cry. Nigdy nie miałem okazji zapoznać się na przykład z uwielbianą przez wiele osób serią Gothic i do pewnego czasu bo aż do 2014 roku nie grałem w pierwszą odsłonę Wiedźmina. Podkreślam to dlatego, aby uświadomić jak w dosłownie dwa lata wszystko wywróciło się u mnie do góry nogami.
Zamykając tę kwestię wspomnę jeszcze tylko o swoich ulubionych tytułach i gamingowych preferencjach. Żelazne trio najlepszych tytułów stanowią u mnie The Last Of Us, Deus Ex: Bunt Ludzkości oraz GTA V. Każda z tych produkcji zawiera to co kocham w grach, czyli harmonię pomiędzy oryginalną mechaniką, wciągającą rozgrywką oraz ciekawie opowiedzianą i dobrze napisaną fabułą. Styl rozgrywki jaki preferuję to kompromis pomiędzy skradaniem, a kąśliwą ofensywą w szybkim i efektownym wydaniu – chciałbym więc zobaczyć kolejną odsłonę Wiedźmina, w której pokierujemy jakimś Kotem albo Żmiją. Dlatego przykładowo w Skyrimie grałem złodziejem z dwoma krótkimi sztyletami, stylowym łukiem i kilkoma przydatnymi zaklęciami. Co do samych łuków, właśnie z ich powodu moimi ulubionymi postaciami z uniwersum Wiedźmina są Milva i Yorweth, a spośród innych, jako że uwielbiam czarne charaktery, na pewno prym wiedzie Leo Bonhart.

ciri-art-001

Cofnijmy się jednak do mojego pierwszego kontaktu z uniwersum Wiedźmina w jakiejkolwiek postaci. Był to oczywiście sławetny serial, na który co jakiś czas się natykałem będąc jeszcze w szkole podstawowej. Nigdy mnie jakoś za bardzo nie zainteresował, ale pamiętam, że kilka odcinków obejrzałem, gdyż oglądali go moi znajomi. Z tamtego okresu zapamiętałem jedynie dwie rzeczy – w Geralta wciela się Żebrowski, a w jakiegoś tam Diaboła Wstrętny z Kilera. 🙂 Potem była oczywiście gra, lecz po pierwsze nie posiadałem odpowiedniego sprzętu aby ją uruchomić, po drugie i tak mnie nie interesowała podobnie jak Gothic’i, w które zagrywali się znajomi, a po trzecie nawet kiedy miałem już sprzęt nigdy nie kwapiłem się aby zagrać. Aha, no i chyba nie wiedziałem albo w jakiś sposób do mnie nie docierało, że pierwszy Wiedźmin został wyprodukowany przez naszych rodaków. Jedni powiedzą, że straciłem dzieciństwo, ale co tam – straty nadrobiłem w kilka miesięcy.
Jak więc Biały Wilk upolował tego potwora, który przez lata go unikał? Cóż, będąc już w pierwszej klasie liceum (dokładnie był to maj 2011) wybrałem się na szkolną wycieczkę do Krakowa, w programie której znajdował się wypad do kina na film, pt. „Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach”. Film niezły, ale warte uwagi jest to co się wydarzyło bezpośrednio przed nim. Niektórzy z nas nie znoszą reklam, które przez kilka, a nawet kilkanaście minut maltretują nas przed każdym seansem. Przyznam szczerze, że tez często nie mam ochoty ich oglądać, ale tamtego dnia wśród nich pojawiła się prawdziwa perełka – zwiastun gry Wiedźmin 2: Zabójcy Królów o tytule „Nadzieja” z utworem Fryderyka Chopina w tle. Dokładnie pamiętam, że wtedy lekko zaniemówiłem, momentalnie zainteresowałem się tematem i nareszcie do mnie dotarło, że to nasza rodzima produkcja. Wtedy byłem jednak świeżo po zakupie PlayStation 3, oczarowany magią Uncharted 2, God of War’a 3, karta graficzna w moim pececie nie dość, ze była słaba to na dodatek szwankowała więc nie paliłem się aby zagrać. Mimo tego, gdzieś z tyłu głowy mały płomyk już się tlił. Najnowszy spot telewizyjny Wiedźmina 3 również chciałbym obejrzeć chociaż raz w kinie aby utworzyła się ta symboliczna klamra, więc jeżeli rzeczywiście się pojawia i ktoś z Was miał okazję go zobaczyć, dajcie znać – wybrałbym się na nowych Avengersów. 😉

Kolejny zwrot akcji to jesień 2011 i definitywna śmierć mojej dogorywającej karty graficznej. Będąc graczem konsolowym nie mającym wiedzy na temat podzespołów i akurat nie dysponując w tamtym momencie konkretnymi oszczędnościami, zakupiłem pierwszą lepszą kartę, wspominając facetowi w sklepie, aby dał mi tylko taką, która po prostu odpali Wiedźmina 2. Po zainstalowaniu Zabójców Królów zatraciłem się w nich na kilka dobrych dni. W ogólnym rozrachunku grę odebrałem naprawdę bardzo dobrze, ale brak znajomości Sagi i pierwszej odsłony nie pozwolił mi dostrzec jej prawdziwej magii. Kilka dni po ukończeniu drugiego Wieśka pojawiło się coś co zupełnie mnie omamiło, odciągnęło od polskiego tytułu, ale jednocześnie, gdybym w to nie zagrał, prawdopodobnie nie byłbym tą osobą, którą jestem teraz. Mowa o The Elder Scrolls V: Skyrim.
Skyrim sprawił, że w mojej głowie narodziło się marzenie brzmiące „chciałbym Wiedźmina z tak dużym światem”. Spędzając w krainie nordów setki godzin co jakiś czas wracałem do tej myśli, ale przecież, kto by sobie wyobrażał, że kiedykolwiek takie coś się wydarzy. Minęły kolejne dwa lata i nadszedł 5 lutego 2013 – dzień w którym Łukaszowi odbiło, a rezultaty widzicie teraz. Pamiętam te wszystkie nagłówki na największych portalach growych w branży w stylu: „Wiedźmin 3: Dziki Gon – wielki otwarty świat i brodaty Geralt” lub „Otwarty świat większy niż w Skyrimie”. Wracając myślami do pierwszych dni po zapowiedzi gry, aż przechodzą ciarki. Uderzenie było potężne, a wyobraźnia odpływała. Wtedy na dysku założyłem sobie jak to zwykłem ostatnio nazywać „hype folder”, w którym zaczęły lądować dosłownie wszystkie materiały promocyjne. Zrzut ekranu macie poniżej, a wspomnę tylko, że z powodu braku czasu przez ostatnie tygodnie, zbiór nie jest jeszcze kompletny.

lukaszowe-001

Nadeszła wiosna, maturka zdana i nareszcie był czas na nadrobienie książek, które już teraz stały się priorytetem. Akurat tak się złożyło, że przez ten okres oczekiwania na odrobinę luzu pozwalającą na dobranie się do dzieł Andrzeja Sapkowskiego pojawiły się materiały od magazynu Gameinformer, które jeszcze bardziej pokręciły atmosferę. Wypłynęło też już sporo ciekawych screenów. Hype został spotęgowany i wszystkie książeczki (bez Sezonu Burz, o którego istnieniu nikt wtedy jeszcze nie miał pojęcia) pękły w około dziesięć dni. Lektura niezła, a baza danych zaktualizowana. Same książki uświadomiły mi wiele istotnych spraw i przekazały naprawdę cenne wartości. Między innymi to, że wytrwałość i upór potrafią zaprowadzić człowieka naprawdę daleko, że świat nie jest tak kolorowy jak mogłoby się wydawać i to, że jeśli ktoś dobiera się do naszych najbliższych, bez względu na wszystko, odcinamy łeb przy samej rzyci. Sam Geralt jako wiedźmin prezentuje tę postawę, której ja sam staram się trzymać w ważnych dla mnie momentach – odłożenie na bok emocji, uczuć i kierowanie się chłodną kalkulacją nie zapominając o ważnych wartościach takich jak przyjaźń, miłość, honor czy rodzina.
Jesienią 2013 roku pojawił się wspomniany Sezon Burz, który również został błyskawicznie wchłonięty, natomiast dopiero w marcu 2014 roku, trochę wolnego czasu pozwoliło zapoznać się z pierwszą odsłoną serii gier komputerowych. Wrażenia? Po prostu kawał solidnego i fenomenalnie zaprojektowanego erpega, który wywołuje poczucie spełnienia podczas oglądania napisów końcowych. Potem kolejne podejście do Wiedźmina 2 (już trzecie) i powoli możemy przejść do debiutu na Warowni.
O istnieniu portalu witchersite.pl dowiedziałem się jakieś pół roku przed dołączeniem do redakcji, czyli pod koniec 2013 roku. Wyglądało to tak, iż szperałem w sieci w poszukiwaniu dodatkowych informacji na temat Wiedźmina 3 i natknąłem się na dział z faktami na Warowni, gdzie wszystko zostało zebrane w jednym miejscu. Od tamtego czasu zacząłem coraz częściej odwiedzać stronkę i potem zawzięcie się udzielać, gdyż znalazłem miejsce, w którym mogłem podzielić się spostrzeżeniami i spędzać długie godziny na dyskusjach na temat najbardziej oczekiwanej przeze mnie gry. Wiosną 2014 wpadłem na pomysł napisania konkretnego tekstu zawierającego informacje, które kotłowały się we mnie przez ten cały czas od zapowiedzi. Dziś kiedy patrzę na ten artykuł, nie widzę w nim nic szczególnego – szczerze mówiąc nawet bardzo z niego nie jestem dumny, no ale trzeba było się wyładować i od czegoś zacząć. Jak mawiał Bruce Lee – „aby przebyć tysiąc mil należy postawić pierwszy krok”.
Artykuł podesłałem Michałowi z zapytaniem czy mógłby go opublikować na stronce. Pamiętam dobrze jakby to było wczoraj jego słowa rzucone pół żartem pod tytułem „przeraża mnie ten tekst”, gdyż był on naprawdę długi i panował w nim ogromny chaos. Dzięki wielu wskazówkom, sugestiom oraz masie konstruktywnej krytyki praca została opublikowana, a ja z niemałą tremą czytałem kolejne komentarze. Niedługo po publikacji dostałem maila z propozycją dołączenia do redakcji i od 24 lipca 2014 współpraca trwa w najlepsze. Pisanie o grach było już wcześniej jednym z moich marzeń, lecz ciągle nie miałem odpowiedniego impulsu. Wiedźmin 3 sprawił, iż dostałem tego solidnego kopa i teraz po prawie roku publikowania tekstów na Warowni, będę próbował swoich sił w redakcji kolejnego portalu (wstępne porozumienie zostało zawarte), jak tylko uporam się ze swoimi obowiązkami i wszystko się powiedzie.
W styczniu bieżącego roku spełniłem kolejne marzenie jakim było odwiedzenie studia CD Projekt RED. Cały ten wspaniały dzień trzymający mnie prawie dobę na nogach był niesamowitym przeżyciem zarówno dla mnie, jak i dla Michała, z którym miałem okazję po raz pierwszy spotkać się na żywo. Samo ogranie Wiedźmina 3, mimo że wywoływało dumę i poczucie wyróżnienia nie było tym najistotniejszym elementem wydarzenia. Najlepsze wspomnienia przywołują te drobne momenty jak ujrzenie loga REDów na bramie przed budynkiem, oprowadzanie po studiu przez Konrada Tomaszkiewicza, pierwszy w życiu wywiad – z jego bratem Mateuszem, szufla z Marcinem Przybyłowiczem wychodzącym akurat na fajkę czy herbatka z Marcinem Momotem.

wiedzmin-3-juz-gralismy-02

Z dumą mogę też rzecz, iż przygotowaliśmy najobszerniejszą na świecie relację z testowania Dzikiego Gonu. Naprawdę, to było coś wspaniałego, gdyż nasze teksty zostały przetłumaczone na kilka języków m.in angielski, francuski czy włoski (chętni sami pisali do nas z zapytaniem o pozwolenie na tłumaczenie), zostaliśmy zasypani mnóstwem budujących opinii na międzynarodowym forum gry, a do ich fragmentów nawiązywały zagraniczne portale. Zamykając tę kwestię zacytuję słowa Rashida Sayed’a – założyciela i właściciela portalu gamingbolt.com, z którym miałem przyjemność porozmawiać drogą mailową: „Cheers man. That preview was really something man. Well done :-)”.
Moja droga do Wiedźmina 3 to nie tylko przeżycia związane z grą, ale świetni ludzie jakich poznałem na szlaku. Po pierwsze Michał, dzięki któremu udało mi się wkręcić w tę branżę i któremu do końca życia będę za to wdzięczny, gdyż od tamtego momentu nabrałem prawdziwego rozpędu. Kolejne osoby to Kuba, czyli Warzoch, z którym nie raz prowadziliśmy całymi godzinami dysputy o życiu, śmierci i innych czarodziejkach. Poza tym poznałem mnóstwo użytkowników forum m.in takie osobistości jak Kinley, Sidspyker czy gregski, który przekładał nasze teksty na język angielski lub Kevina, (typek, który przygotował cosplay Eredina) z którym cały czas jestem w dobrym kontakcie. Są też inne osoby z fanpage’ów na facebooku jak moja przyjaciółka Miśka (menda nad mendami) czy Zireael, która niedawno nawiązała z nami współpracę. Wszystkie osoby które wymieniłem poznałem dzięki Wiedźminowi 3 i kto by pomyślał, że te 4 lata temu, kiedy zdecydowałem się pojechać do kina stanie się coś, co sprawi że spotkam tych ludzi na swojej drodze. Przeznaczenie to ściema, ale sytuacja sama w sobie jest magiczna, gdyż decyzję o wyjeździe do kina podjąłem również z „pewnego powodu”.
Do premiery Wiedźmina 3 pozostało kilkanaście dni. Planuję w nią zagrać w pierwszej kolejnośći po polsku, aż poznam każdy sekret i dopiero później obowiązkowo, kilka razy po angielsku i chociaż po razie po francusku i japońsku. Sama gra będzie swoistą wisienką na torcie i ukoronowaniem naprawdę wspaniałego etapu w moim życiu, który pozwolił spełnić kilka marzeń oraz dokładniej nakreślić plany na przyszłość. Co do tych planów – możecie się domyślać, ale aby wszystko się powiodło potrzeba tony ciężkiej pracy. Gra jaka by nie była, będzie i tak tylko grą, ponieważ najlepsze wspomnienia przywołuje u mnie właśnie okres oczekiwania na nią. Premiera to jakby nie patrzeć historyczny moment dla polskiej branży gier i wielkie wydarzenie w światowej. Miło będzie usiąść za kilka lat z niektórymi z wyżej wymienionych osób przy piwie i powiedzieć: „tak, jakąś tam cegiełkę dołożyliśmy do tej całej zadymy”.

Strony: 1 2 3 4