Wiedźmińskie

Siedliszcze

Droga do Wiedźmina 3 + konkurs!

nasza-droga-do-wiedzmina-3

W związku z coraz bliższą premierą trzeciej części komputerowych przygód Białego Wilka przygotowaliśmy artykuł, w którym przedstawiamy historie osób z redakcji związane z Wiedźminem, jest to nasza droga do Wiedźmina 3. Wykorzystując okazję odbijamy piłeczkę w Waszą stronę za pomocą sponsorowanego przez sklep Xtreem konkursu, w którym można wygrać naprawdę atrakcyjne nagrody. Miłej lektury, dobrej zabawy i powodzenia!

Regis

Późny rok 2006, a może wczesny 2007, szczerze to nie pamiętam, ale wówczas, będąc w szóstej klasie podstawówki, poszedłem do biblioteki u siebie na wsi i wypożyczyłem pierwszy tom Wiedźmińskich Opowiadań, czyli „Ostatnie życzenie”. Książkę polecił mi starszy kolega, dzięki któremu kilka lat wcześniej poznałem Harry’ego Potter’a. Po przeczytaniu dwóch pierwszych stron opowiadania „Głos rozsądku” już nie miałem wątpliwości co do jakości nowej lektury – była świetna. 😉

Przyszła do niego nad ranem.

Weszła bardzo ostrożnie, cicho, stąpając bezszelestnie, płynąc przez komnatę jak widmo, jak zjawa, a jedyny dźwięk, jaki towarzyszył jej ruchom, wydawała opończa, ocierająca się o nagą skórę.

Czytanie Wiedźmina było dla mnie przeżywaniem prawdziwej przygody rozgrywającej się w mojej młodej wyobraźni. Tym co mi się już wtedy najbardziej spodobało w dziele AS-a było niesamowite granie na emocjach i skłanianie do refleksji. Oczywiście nie byłem tego wówczas świadomy, ale podobało mi się, podobało strasznie. Zgłębiając Wiedźmina rodził się we mnie taki mały rycerz, kierujący się w życiu jakimś kodeksem. Tak się wczułem, że swego czasu nawet sobie zrobiłem, z kawałka metalowego pręta, miecz na szlifierce. Później co prawda zerdzewiał, niemniej ciągle mi się marzy, aby w przyszłości już prawdziwy powiesić na ścianie… Jednak dzieła AS-a nie były dla mnie lekką lekturą – Opowiadania, a następnie Sagę czytało mi się ciężko, często robiłem kilkutygodniowe przerwy, do tego nie wszystko rozumiałem, mojej uwadze umykały liczne wątki fabularne, tak naprawdę przez lwią część treści przelatywałem wzrokiem, zupełnie jakby w ogóle nie istniała.

wiedzmin-012

Później jesienią 2007 roku u kolegi zobaczyłem pierwszą część gry Wiedźmin. To były inne czasy – nie miałem Internetu, więc zamiast przeglądać sieć wraz ze znajomymi połowę życia spędzałem w lesie. 🙂 Wówczas moją ulubioną serią gier RPG był Gothic. Widząc drugi rozdział Wiedźmina, dokładnie fragment na bagnach, od razu miałem jakieś takie niejasne wrażenie, że to jest bardzo dobra gra, że to prawdziwy hit. Wiosną 2008 roku dostałem nowy komputer, który pozwolił mi na zagranie, oczywiście na piracie. Nie ma co z tego robić tajemnicy – takie to były czasy, że kupowałem głównie eXtra Klasykę, a o wydaniach gier w premierowej cenie mogłem tylko pomarzyć.

Komputerowy Wiedźmin początkowo przede wszystkim… ostatecznie zachęcił mnie do skończenia czytania Sagi. Pamiętam jak na letnim obozie sportowym po pierwszej klasie gimnazjum dobrnąłem na śliskie od krwi schody zamku Stygga, a potem do Wyspy Jabłoni. Ach łzy w oczach na samo wspomnienie… Po przeczytaniu „Pani Jeziora” zorientowałem się, że wszystko łączy się w całość i poczułem się jakbym pominął połowę treści. Krótko mówiąc szybciutko pożyczyłem od kolegi cały zestaw Opowiadań i Sagi, aby zacząć wiedźmińską przygodę od nowa. Tym razem oczywiście poszło dużo szybciej, a jednocześnie wrażenia z czytania były tak samo dobre jak za pierwszym razem. 🙂

Geralt otworzył oczy drażnione przez powieki grą światłocienia. Zobaczył nad sobą liście, kalejdoskop migoczących w słońcu liści. Zobaczył ciężkie od jabłek gałęzie.

Na skroni i policzku czuł delikatny dotyk palców. Palców, które znał. Które kochał tak, że aż bolało.

Po skończeniu przygody z książką wróciłem do gry (a właściwie zacząłem ją od początku) i dotarłem jakoś do drugiego, czy trzeciego rozdziału. Czemu jej nie skończyłem? Sam nie wiem… Potem pamiętam jak na zimowiskach w drugiej klasie gimnazjum podrzucałem nocą ksero strony 104 i 105 z Pani Jeziora pod drzwi pokoju katechetki. Za czasów gimnazjum nie byłem zbyt dobrym człowiekiem…
Jakość zarówno książek AS-a jak i pierwszej części gry Wiedźmin zrobiła swoje i w 2009 roku najpierw rodzice kupili mi zestaw dzieł literackich pióra polskiego mistrza fantasty, a potem za swoje uciułane 80 złotych kupiłem edycję rozszerzoną polskiej produkcji. Od tego zakupu tak naprawdę przestałem korzystać z piratów. Wówczas nieświadomie zrozumiałem, że podwójnie dobrze smakuje to co prezentuje wysoką jakość i zarazem kosztuje sporo… wysiłku. 🙂

wiedzmin-3-juz-gralismy

Kupienie wtedy Wiedźmina, a później edycji kolekcjonerskiej Zabójców Królów i też innych rzeczy związanych z uniwersum Białego Wilka, to dla mnie prawdziwy ewenement, ponieważ już wówczas potraktowałem je jako inwestycję w lepsze życie, a nie jakąś tam grę, czy książkę. Dlaczego? Ano, bo jak już kiedyś na Warowni pisałem, to właśnie w tym okresie zacząłem czytać książki i grać w gry nie tylko dla płynącej z tego przyjemności, ale też (i to przede wszystkim) dla refleksji towarzyszących tym czynnościom. One kształtują i zmieniają. Dla zabawy mogę przeczytać książkę, czy przejść grę jeden raz. Dla wartościowych myśli mogę zgłębiać książkę, czy grę, nawet kilkanaście razy. Zarówno beletrystyczny, jak i komputerowy Wiedźmin okazał się prawdziwą skarbnicą takich refleksji. 🙂

– Co to jest Graal?

– Coś, czego się szuka. Coś, co jest najważniejsze. Coś, bez czego życie traci sens. Coś, bez czego jest się niepełnym, niedokończonym, niedoskonałym.

Poeta wydął wargi i spojrzał na rycerza swym słynnym spojrzeniem, wzrokiem, w którym wyniosłość mieszała się z wesołą życzliwością.

– Cały wieczór siedziałeś obok twego Graala, matołku.

Wiosna 2009 rok, dnia nie pamiętam, ale to właśnie wtedy o poranku przed egzaminem gimnazjalnym po raz pierwszy pokonałem Wielkiego Mistrza Zakonu Płonącej Róży. Trochę później zaczęła się moja przygoda z pisaniem o grach, konkretnie od recenzji pierwszego Wiedźmina. Do tematu podszedłem prawie jak w średniowieczu, czyli chyba z trzy dni pod rząd na papierze podaniowym do trzeciej w nocy skrobałem i kreśliłem długopisem. Później musiałem recenzję przepisać na komputer… Masę czasu przez to straciłem, ale z drugiej strony pisanie na papierze miało w sobie to „coś”.

ciri-001

W pamięć zapadł mi 18 listopada 2010 roku, gdy wspólnie z bratem zamówiliśmy kolekcjonerkę Wiedźmina 2. Nigdy wcześniej nie zamawialiśmy żadnej gry przed premierą, a tym bardziej tak ekskluzywnej edycji, ale już wtedy byłem pewny, że druga produkcja RED-ów będzie hitem. Przed premierą Zabójców Królów trzeci raz przeczytałem zbiór wiedźmińskich książek oraz powtórnie przeszedłem pierwszą odsłonę (bawiąc się ciągle jakby to był ten pierwszy raz). Wiedźmin 2 koniec końców okazał się dla mnie słabszy od „jedynki”, jednak to co według mnie było w nim najlepsze i najbardziej mi się spodobało, to jego nieprzewidywalność od początku prologu aż do finałowego spotkania Letho. Niby przed premierą gry wszystko o niej wiedziałem, a grając ciągle byłem zaskakiwany.

Są dary, których nie wolno przyjąć, jeśli nie jest się w stanie odwzajemnić ich… czymś równie cennym. W przeciwnym razie taki dar przecieknie przez palce, stopi się niby okruch lodu, zaciśnięty w dłoni. Zostanie tylko żal, poczucie straty i krzywdy…

Później w lipcu 2012 roku dzięki redakcji Gamblera (do której należałem) miałem przyjemność odwiedzić siedzibę CD Projektu z okazji Imprezy Olimpijskiej (zorganizowanej w związku z premierą gry o olimpiadzie w Londynie). Wchodząc jako 18-sto latek (byłem najmłodszy ze wszystkich) do miejsca gdzie powstał komputerowy Wiedźmin czułem się jakbym miał zaraz odlecieć. Trochę mi te książki i gry namieszały w głowie. 🙂
Jednak na przestrzeni tych lat moje zainteresowania się zmieniły – coraz mniej grałem w gry komputerowe (choć nadal czytałem o nich tak samo dużo), które już mnie tak nie cieszyły, jak dawniej. To znaczy cieszyły, ale inaczej. Lubiłem i nadal lubię grać, jednak przede wszystkim w tytuły wartościowe, ambitne, takie które skłaniają do refleksji podczas ich poznawania, a takich jakoś ostatnimi czasy na rynku coraz bardziej zaczynało brakować. Niemniej miałem szczęście, ponieważ wiedziałem w jakim obszarze szukać swojego miejsca. Dodatkowo okres był bardzo sprzyjający – czułem, że zapowiedź Wiedźmin 3 wisi w powietrzu.

wiedzmin-3-025

To wtedy wpadłem na pomysł pisania o uniwersum Białego Wilka na Warowni Starego Morza. Wcześniej od czasu do czasu odwiedzałem portal i widziałem, że strona nie była prowadzona na bieżąco od kilku miesięcy. Szczęście się do mnie uśmiechnęło – admin techniczny Gamewalka pozwolił mi zająć się Wiedźmińskim Siedliszczem. Pierwszego newsa skrobnąłem dwa dni przed zapowiedzeniem Wiedźmina 3. Tak się zaczęła moja przygoda, będąca zarazem spełnieniem marzenia, z pisaniem tutaj. Naprawdę niesamowity okres.
Pierwsze co jest związane z tymi ostatnimi ponad dwoma latami drogi do Wiedźmina 3 i o czym chciałbym napisać, to budowanie zespołu redakcyjnego. Wyglądało to tak, że umawiałem się na rozmowę na skype z nieznajomymi mi osobami, a potem… jakąś tam historię życie pisało. 🙂 W ten właśnie sposób poznałem Piżmaka, Warzochę, Łukasza, ostatnio Zireael i dobre kilka innych osób, które pisały na przestrzeni ostatnich lat na stronie. Może wydaje się to banalne, ale tak naprawdę każda z tych rozmów była dla mnie – osoby nieśmiałej – niezłym przeżyciem. Przytoczę tutaj sytuację sprzed dosłownie kilkunastu dni. Wróciłem późnym popołudniem z dorywczej pracy, byłem zdrowo zmęczony, ale zadowolony i nagle przypomniało mi się, że miałem skontaktować się z kolegą. Odblokowując telefon zauważyłem, iż dzwonił do mnie ktoś z nieznanego numeru, to oddzwoniłem. Jednak po nawiązaniu połączenia zamiast się przedstawić zapytałem kto mówi, przedstawiła się pani z CDP.pl, którą dobrze kojarzyłem, więc powiedziałem coś w stylu „wiem kim Pani jest”, po czym zapytałem w jakiej sprawie dzwoni. Następnie zostałem całkiem zbity z tropu odpowiedzią, że to przecież ja do niej zadzwoniłem, a nie ona do mnie.

Czy rozumiesz teraz, czym jest neutralność, która tak cię porusza? Być neutralnym to nie znaczy być obojętnym i nieczułym. Nie trzeba zabijać w sobie uczuć. Wystarczy zabić w sobie nienawiść.

Jesienią 2013 roku będąc świeżo po maturze spróbowałem dostać się do pracy marzeń, czyli na stanowisko testera Wiedźmina 3. Udać się nie udało, ale było to ciekawe przeżycie usiąść w siedzibie CD Projektu w takim pokoju z mieczami na ścianie, mapą Wiedźminlandu na suficie i podejść do próby traw. 😉 Swoją drogą pisząc na Warowni trochę samemu sobie zaszkodziłem na tej rozmowie kwalifikacyjnej, ponieważ no cóż wyczułem, że RED-om nie byłoby po drodze, gdybym przestał angażować się w portal na rzecz pracy u nich… Szczerze to w przyszłości będę chciał spróbować jeszcze raz, bo marzenia warto realizować.

wiedzmin-3-poludnica

Jedno z moich najbardziej niesamowitych wspomnień związanych z Wiedźminem nie dotyczy książek, ani gier, tylko słuchowiska. Czego jak czego, ale tego jak w maju zeszłego roku zostałem zaproszony w odwiedziny do studia Teatru Polskiego Radia, aby zobaczyć nagrania „Krwi elfów” długo nie zapomnę. Miła rodzinna atmosfera i patrzenie na talent aktorski, który dosłownie wgniatał w ziemię, to było po prostu coś pięknego. Za brak obecności tego dnia na zajęciach na uniwersytecie psorek od ekonomii chciał ode mnie abym mu pokazał w ramach usprawiedliwienia akt zgonu jakiejś osoby z rodziny… Na szczęście ostatecznie zdjęcie z Yennefer, czyli Anną Dereszowską wystarczyło.

Poczuć się niczym rycerz mogłem na zeszłorocznym letnim Wiedźmińskim Zlocie – polska gościnność, walka na miecze, strzelanie z łuku, a do tego góry i bieganie – to była dla mnie po prostu bajka. Też powróciłem z wyjazdu w sposób nietypowy – na stopa złapałem autokarową pielgrzymkę Radia Maryja do Częstochowy. Ogólnie Zlot okazał się jedną z najlepszych przygód w moim życiu. 🙂

— Czy twój król, Demawend, sypia teraz w nocy? Czy ja sypiam? Za samo takie pytanie powinieneś wziąć w pysk, chłopie. Jeść ci dadzą, potem rozprostuj nieco kości na sianie. A przed słonkiem wyruszysz.

Miłym zaskoczeniem było dla mnie, jak na miesiąc przed premierą dostaliśmy na Warowni słuchowisko „Sezon burz” do zrecenzowania. Bez żadnego podpisywania umowy, warunków. Po prostu na uśmiech i z zaufaniem, hmm fenomen jeszcze większy w tym, że nawet nie musiałem o nie pytać. Taka podejście Pani z Fanopolis. 🙂

wiedzmin-3-001

Na pewno nie zapomnę pomocy przy aukcji charytatywną dla Wioli – nie wiem ile ogólnie udało się pieniędzy zebrać z tych 400 tysięcy złotych od osób z Warowni, ale wiem, że na pewno jedna czytelniczka pomogła, moi rodzice pomogli i ja też skromnie pomogłem. To cieszy.

– Kogo ty chcesz oszukać, Geralt? Mnie? Ją? A może siebie samego? Może nie chcesz dopuścić do siebie prawdy, prawdy, którą zna każdy oprócz ciebie? Może nie chcesz zaakceptować faktu, że w tobie emocji i ludzkich uczuć nie zabiły eliksiry i Trawy. Ty je w sobie zabiłeś! Ty sam!

Bez wątpienia największym wyróżnieniem było dla mnie zaproszenie w styczniu do siedziby CD Projektu na przedpremierowe zagranie w Wiedźmina 3. Spotkanie na żywo Łukasza, przywitanie z Marcinem Momotem, nieziemska atmosfera i Dziki Gon. Obok najważniejsi branżowi dziennikarze, za plecami REDzi, ale co tam – wystarczyło kilka minut gry, aby na twarzy pojawił mi się jeden z najszerszych uśmiechów w życiu i łzy w oczach ze wzruszenia, że takie coś, istny skarb na polu kultury, powstaje w Polsce. To był fajny dzień.
Przez okres mojej obecności na Warowni dwukrotnie byłem na spotkaniu z Andrzejem Sapkowskim, po raz kolejny przeczytałem Opowiadania, Sagę, a także „Sezon Burz” i przeszedłem gry. Zmieniłem się niemało i nadal zmieniam. Przez trzy lata liceum w klasie humanistycznej zdobywałem i doskonaliłem umiejętności pisarskie, a potem zmieniłem kierunek o 180 stopni i wybrałem informatyczne studia. To nie było i nie jest łatwe, ale dobrze, bo dzięki temu naprawdę nie mogłem narzekać i nadal nie mogę na nudę.

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

Z upływem czasu mocno zmieniły się moje zainteresowania. Bieganie, podróżowanie, długie wędrówki po górach, to tylko niektóre z moich koników, które odkryłem na przestrzeni ostatnich lat. Z jednej strony szukałem dobrych ludzi do redakcji, przekazywałem im wszystko co samemu umiem, angażowałem się w życie strony, a jednocześnie zacząłem wspinać się ze znajomymi po górach, iście po wiedźmińsku trenować przed maratonem i pokonać go potem z uśmiechem na ustach. Z ciekawszych podróżniczych historii, to ostatniej zimy spontanicznie spakowałem plecaczek i wyruszyłem na krzywy ryjek w Alpy stopem. Szukając tego czegoś więcej… bo na pewno warto. 🙂 Ciągle pozostając przy tym wszystkim marzycielem, co jest trochę dziwne, bo zazwyczaj z ogromnym dystansem i ostrożnością podchodzę do tego co robię. Starałem się pozostać wiernym sobie, bo niestety we współczesnym świecie dąży się do tego aby człowiek bał się samego siebie, swoich uczuć, tego co czyni go sobą. Chyba się udało, a w każdym razie oby tak dalej!

Za kilkanaście dni premiera Wiedźmina 3, więc coś się kończy i coś się zaczyna, ale mam takie wrażenie, iż to dopiero początek tej drogi. Drogi, która mam nadzieję, że doprowadzi mnie do spełnienia tego marzenia, które miał Geralt… 🙂

Strony: 1 2 3 4